środa, 11 września 2013

Rozdział 75.

*Oczami Vivianny*

Malediwy, jak cudownie to brzmi...
Malediwy, TO NIE BYLE BZIIK !
Wyszłam przed domek i rozejrzałam dookoła. Wszędzie woda, na horyzoncie widać płynące statki i inne mniejsze wysepki. Słońce wręcz paliło mi skórę, więc szybko weszłam do domu i postanowiłam obudzić Louisa. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i przytula do siebie.
- Doberek królewo - ciepły oddech Lou okalał moje ucho, a przez to po kręgosłupie przeszedł mnie dreszcz.
- Myślałam, że jeszcze śpisz i chciałam przeprowadzić zmasowany atak na Ciebie - powiedziałam przez chichot W pewnej chwili poczułam jak do mojej nogi przytula się Rose. Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami i uśmiechnęła.
- Mmm...mama - otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na Lou. On tak samo jak ja był zdumiony - Mama !
- Jejku jej pierwsze słowo ! A powiedz tata - wzięłam małą na ręce i zaczęłam zachęcać.
- Mama - powtórzyła Rose.
- Buuu ! A tata nie powiedziała - stwierdził Lou z smutną miną.
- Spędzaj z nią więcej czasu - uśmiechnęłam się u całowałam małą w czoło - Idziemy na plażę ?- Pewnie ! Pójdę powiedzieć reszcie by sie naszykowali - nim spojrzałam Louisa już nie było. Nie zostało mi nic, jak ubrać siebie i Rose stosownie do pogody oraz naszykować rzeczy. Rose siedziała na łóżku i bawiła się zabawkami. Była już taka duża, aż ciężko stwierdzić, że ma dopiero 8 miesięcy, a już zaczyna chodzić - Za 15 minut idziemy !
- Okeej - podeszłam do walizki i wyjęłam krem do opalania. Najpierw wysmarowałam Rose, a później siebie, nim się obejrzałam wszyscy już czekali. Do plaży nie było daleko, tak na prawdę była zaraz obok. Rozłożyliśmy się nad
brzegiem, wiatr lekko wiał, a piasek parzył stopy. Oooo tak, to są wakacje ! Z daleka od miejskich korków i zapachu benzyny pomieszanej z tłuszczem z Nando's. Podeszłam do brzegu i spojrzałam w ocean. Fale raz po raz omywały moje nogi, a szum wody uspokajał moje myśli.
- Mamaaa ! - usłyszałam jak Rose mnie woła, więc automatycznie wróciłam na ręcznik i zaczęłam się z nią bawić. Chłopcy i Lilly wygłupiali się w wodzie, a ja z Vanessą, Zaynem i Rose zostaliśmy na piasku.
- Popilnujecie na trochę Rose ? Bo chcę zabrać na trochę moją kobietę - szatyn do nas podbiegł i zaczął ciągnąć mnie za rękę. Posłałam parze błagalne spojrzenie by się nie zgadzali.
- Nie ma sprawy ! Bierz ją i gdzieś zgwałć w wodzie - zaśmiał się Zayn, spojrzałam na niego z chęcią zabicia, ale Lou zbyt mocno mnie trzymał bym mogła dopaść mulata.
- Ja nie wchodzę ! - stwierdziłam i zaczęłam się wycofywać. Po chwili znajdowałam się już na ramieniu szatyna - Louis puszczaj !
- Puszczę cię gdy będę wiedział, że nigdzie nie pójdziesz - biłam go pięsciami po plecach i po tyłku, ale wszystko na nic, więc zamknęłam oczy i czekałam aż zacznę się topić. Jednak nic takiego się nie stało, otworzyłam jedno oko i zauważyłam uśmiechniętą twarz Louisa - Znowu źle ? Przecież wiesz, że nie puściłbym cię.
- Sprawdzałam cię tylko - spojrzałam w stronę plaży. Lilly i Van bawiły się z Rose w wodzie, a chłopcy zaczęli grać w piłkę - Już mi starczy, możemy iść ?
- Kobieto nawet 5 minut nie spędziłaś tutaj !
- Prrrrooooszę Louieh - ucałowałam go w usta i wyszliśmy z wody. Położyłam się na brzuchu i nie pamiętam kiedy przysnęłam.
- Kochanie wstawaj, idziemy już - przetarłam oczy i powoli zaczęłam zbierać rzeczy. Po chwili byliśmy już w swoich domkach - Ubierz coś ładnego bo idziemy wszyscy na miasto.
- Chyba cię bomba je... znaczy strzeliła.
- Ojj no ubieraj się i nie gadaj - przewróciłam oczami i wygrzebałam z walizki jakieś lekkie ciuchy. Czułam, że coś się kroi, Lou nigdy nie lubi wychodzić wieczorem, a zwłaszcza w wakacje. Po chwili szliśmy już deptakiem w stronę portu. Zauważyłam małą łódź przycumowaną koło latarni, cała była ozdobiona różami i świeczkami.
- Panie przodem - skinął ręką szatyn i weszliśmy wszyscy na pokład. Co chwilę kelner przynosił nam nowe smakołyki, a wszystko było popijane czerwonym winem. Jedynie ja i Liam nie piliśmy - A teraz proszę o uwagę.
- Uuuuu zaczyna się - Hazza z Niallem zaczęli się podniecać, a ja spojrzałam na każdego z miną WTF?!
- Zamknąć się - skarcił ich Liam, a sam nie mógł wyrobić ze szczęścia.
- Mogę już ?! - każdy przytaknął i nic sie już nie odzywał. Lou podał mi tylko rękę i pomógł wstać. - Więc tak. Vivianno jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie, nie umiem bez Ciebie żyć, BA ! nawet sobie nie wyobrażam życia bez Ciebie ! Rose, owoc naszej miłości, nasza maleńka perełka także potrzebuje rodziny. Uwielbiam się koło Ciebie budzić, uwielbiam twój uśmiech, twoje oczy, twoje usta, twój dotyk, uwielbiam całą Ciebie. Dla mnie jesteś idealna i Kocham Cię i... - kelner nagle przyniósł ostatnią tacę. Każdy zachęcił mnie do zabrania pokrywy, więc jak mi kazano tak zrobiłam. Moim oczom ukazała się karteczka ' Nie mogę się doczekać, aż spędzę z Tobą resztę mojego życia ' -  chcę spędzić z Tobą resztę swojego życia, więc chcę się Ciebie zapytać czy… czy wyjdziesz za mnie ?
- Boże Louis... - w głowie miałam mętlik. Cieszyłam się, naprawdę się cieszyłam. Marzyłam o tym z całego serca, marzyłam o idealnej rodzinie - Tak Louis, wyjdę za ciebie - szatyn założył mi pierścionek na palec i obkręcił wokół własnej osi. Nagle usłyszeliśmy jak cała grupa krzyczy ' Gorzko ! ' chłopak załapał mnie za policzki i wpił namiętnie w usta. TERAZ JESTEM PEWNA, ŻE LOU TO TEN JEDYNY !

*Oczami Lilly*

Wróciliśmy razem z Harrym do naszego domku , byłam bardzo zmęczona . Ta kolacja była bardzo emocjonalna , VIVI I LOU BIORĄ ŚLUB ! Bardzo się cieszę z tego powodu , Vivka od zawsze tego chciała . Od zawsze marzyła żeby stanąć w białej sukni przed ołtarzem. Niedawno powiększyła im się rodzina i nic nie stoi na przeszkodzie tego , żeby zapieczętować ich związek . Zdjęłam swoje szpilki i wyszłam przed domek , pogoda była cudowna . Wiał lekki wiaterek , ale dodawał temu wszystkiemu uroku. Spuściłam uroku i usiadłam na kładce, spuszczając nogi do lazurowej wody . Dookoła domku wisiały zawieszone malutkie lampiony , które akurat się paliły . Poczułam ciepły oddech na mojej szyi . Harry przykucnął za mną .
- Nad czym tam myślisz ? -zapytał siadając obok mnie .
- Wszystko dzieje się tak szybko , czasami się w tym gubię . - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Wiem , też tak czasami mam. To wszystko jest jak jakaś bajka, a my głównymi bohaterami . Jedyną różnicą jest to że my piszemy sobie scenariusz do tej bajki. - powiedział i tak jak ja zanurzył swoje nogi w wodzie .
- Rodzice Vivi byliby z niej teraz bardzo dumni , moi z resztą też. Traktowali ją jak własną córkę. A ona tyle już sama osiągnęła. Ma swoją rodzinę , nasz sukces w X-Factorze, a wszystko to ich ominęło.
- Na pewno są z was dumni , tam wysoko w niebie cały czas was obserwują. Widzą wasze sukcesy . - powiedział i pocałował mnie w czoło .
- Wejdziemy już do domku ?
- Jasne , jeśli tylko chcesz to chodźmy . - wstał po czym podał mi rękę tym samym pomagając mi wstać z kładki.
Podniosłam się na palcach i pocałowałam go w usta .
- Dziękuję że jesteś - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors .
Staliśmy chwilę wtuleni w siebie po czym weszliśmy do domku.
- Może chcesz pojechać do miasta pozwiedzać ? - zapytał nagle Harry.
- Ok , możemy jechać .
Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiedliśmy z auta . Miasto , w zasadzie miasteczko było bardzo urocze. Znajdowało się tam kilka sklepików i port morski . Kilka statków własnie cumowało do brzegu . Było tam też molo które zostało oświetlone wysokimi lampami. Usiedliśmy na jednej z ławeczek które tam stały. Wtuliłam się w mojego chłopaka .
- Zobaczysz , na nas też kiedyś przyjdzie pora kiedyś też będziemy planować nasz ślub . - jego ramiona jeszcze mocniej mnie objęły.
----------------
JEST ! NARESZCIE !
Przedostatni rozdział opowiadania. Ten jak i ostatni rozdział piszemy razem z Ronnie wspólnie ; )) 

Pewnie zawiodłyście się tym, że tak szybko się kończy, ale brak czasu nas do tego zmusił. ;c Ale nie zamierzamy z Ronnie kończyć naszej współpracy, CO TO TO NIE ! ; o 
Napewno jeszcze razem coś napiszemy :3
I jak wam się podoba rozdział ? Mam nadzieję, że go nie zjechałam, bo główna rola należała do mnie. ;_;
Ale cóż... ;D
Buziaki Ells ^^


wtorek, 3 września 2013

UWAGA . !!

PRZEPRASZAMY ZA TO , ŻE NIE MA JESZCZE NOWEGO ROZDZIAŁU .
SAMI WIECIE , ZACZĘŁA SIĘ SZKOŁA A MY OBIE NIE MAMY ŁATWO .
POSTARAMY SIĘ DODAWAĆ ROZDZIAŁY JAK NAJCZĘŚCIEJ SIĘ DA. 
ZABIERAM SIĘ ZA ROZDZIAŁ , ALE JESTEM JUŻ DOSYĆ ZMĘCZONA.
 POWINIEN POJAWIĆ SIĘ W CAŁOŚCI JUTRO (ŚRODA) ALBO NAJPÓŹNIEJ W CZWARTEK. 
OBIECUJĘ .
TRZYMAJCIE SIĘ I WYTRZYMUJCIE SZKOŁĘ MORDKI! xd <3 
MAM NADZIEJE , ŻE CHOCIAŻ WY NIE MACIE TAK CIĘŻKO JAK MY ;) ~ Ronnie . xx 

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 74.

*Oczami Zayn'a*

Promienie słońca przedzierały się przez zasłony do naszej sypialni . Było tak gorąco , że nie mogłem spać. Już jakiś czas temu się obudziłem i rozmyślałem nad tym co powiedział Harry. Lou chce się oświadczyć , ale to nie mogą być zwykłe oświadczyny.
- O czym tak myślisz ? - usłyszałem głos Vanessy , spojrzałem na nią a ona posłała mi ciepły uśmiech.
- Jedziemy na wakacje ! - szybko wstałem z łózka i zacząłem szukać mojego laptopa .
- Skarbie , widziałaś mój laptop? - zapytałem , szukając po całej sypialni .
- Tak , leży tutaj . - wzięła go do ręki i mi podała .
- Dzięki skarbie - dałem jej buziaka i szybko otworzyłem komputer .
Wszedłem na odpowiednią stronę i zacząłem oglądać oferty. Malediwy , Tajlandia , Meksyk , Kuba , Dominikana , hmmm.
- Stawiam na Malediwy - z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej dziewczyny .
- Okeej , w takim razie ruszamy wszyscy na Malediwy. Czuje , że to będą super wakacje.
- Zayn , co wy już wymyśliliście ? Mam się bać ? - zapytała śmiejąc się.
- Spokojnie , uwierz będzie fajnie .
Od razu zabukowałem 9 biletów dla nas wszystkich . Zamówiłem je z kurierską dostawą do domu.
- Idziemy na śniadanie ? - zapytałem Van .
- Jasne .
Zeszliśmy na dół , gdzie cudownie pachniało już przygotowywanym śniadaniem. Przy stole siedziała reszta domowników , brakowało tylko nas i Harry'ego który pichcił . Po zjedzonym posiłku zadzwonił dzwonek do drzwi . Przyjechał mój wyczekiwany kurier , zaniosłem przesyłkę na górę do sypialni. Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Lou .
- Lou , ty i dziewczyny za 10 minut u nas . Zrozumiano ? - powiedziałem śmiejąc się.
- Dobrze , prosze pana będziemy za 10 minut . - on także zaczął się śmiać
- Czeekamy  - powiedziałem i się rozłączyłem .
Po chwili usłyszałem dźwięk samochodu pod naszym domem . Wow , Tommo serio jest szybki.
Wyjąłem bilety z koperty i zszedłem na dół , gdzie zastałem wszystkich siedzących w salonie. Podszedłem do każdego i dałem mu po jednym bilecie , dla Viv były dwa , bo przecież mała Rose jedzie z nami .
- Malediwy ? - zapytała zdziwiona Lilly.
- Tak jedziemy na wakacje , szykuje się wielka okazja , w końcu Lou..
- W końcu spędzimy trochę czasu wszyscy razem .- dokończył szybko Lou i dał mi kuksańca w bok .
Cholerka , zapomniałem , że to niespodzianka dla Vivi.
- Zayn , wyjazd już jutro ?! - powiedziała zdezorientowana Vivi .
- Aa no tak zapomniałem powiedzieć , jutro z samego rana jedziemy na lotnisko . Radziłbym się już pakować . - powiedziałem , a każdy spojrzał na mnie złowrogim wzrokiem , serio nawet Rose .
- Nie było innych terminów , a Vani wybrała Malediwy - powiedziałem , a wszyscy wybuchnęli śmiechem .
- Spokojnie , jakoś to ogarniemy nie tłumacz się - Lils posłała mi uśmiech.
- No to co , nie pozostaje nam nic innego jak wziąć się za pakowanie ? - odezwał się Niall .
Wszyscy wstali i ruszyli w swoje strony . Pojawił się lekki chaos spowodowany szukaniem walizek i rzeczy potrzebnych na wyjazd . Wszyscy wpadli w wir pakowania , tylko Niall siedział nadal na kanapie.
- Stray , jak nie chcesz nie musisz jechać. Jeśli to dla ciebie zbyt wcześnie , zrozumiemy . - powiedziałem kiedy się do niego przysiadłem.
- Nie , spokojnie wszystko w porządku. Po prostu mi jej brakuje, zawsze to ona załatwiała takie sprawy. No nic , zabieram się do pakowania bo nie zdążę . - powiedział i ruszył po swoją walizkę .
Widać było , że bardzo mu jej brakuje , ale sobie radzi . Radzi sobie lepiej niż niejeden z nas. W końcu Issy nigdy by nie chciała żebyśmy się przez nią smucili , nigdy nie dopuściłaby żeby kogoś zranić . Skończyłem swoje rozmyślenia i ruszyłem do sypialni spakować swoją walizkę .

*następnego dnia*

*Oczami Vanessy*

Godzina 6:30 , a w moich uszach rozbrzmiewa dźwięk budzika . Nigdy nie byłam rannym ptaszkiem , więc tym bardziej cieżko mi było wstać.
-Zayn - próbowałam obudzić swojego chłopaka , ale na marne. W tej kwestii on był nie do przebicia. Był największym śpiochem na świecie.
- Kochanie bo nie zdążymy na samolot- kolejny argument , który niepodziałał. Postanowiłam powołać się na inną metodę. Usiadłam lekko na jego torsie i zaczęłam składać buziaki na jego twarzy .
Spowodowało to jego uśmiech , a on objął mnie w talii i pogłebił nasz pocałunek.
- Taką pobudkę zamawiam codziennie - powiedział śmiejąc się .
- Wstawaj śpiochu - odpowiedziałam śmiejąc się .
Oboje wstaliśmy z łóżka a ja ruszyłam w stronę łazienki . Postanowiłam dzisiaj ubrać coś wygodnego ,bo czekał nas parogodzinny lot. Dzisiejszy makijaż zrobiłam bardzo delikatny , a włosy zostawiłam rozpuszczone. Zwolniłam łazienkę dla Zayn'a , a ja przejrzałam jeszce nasze walizki , czy na pewno wszystko zabraliśmy.
- Van , jesteście gotowi ? - usłyszałam głos Niall'a
- Moomencik - odpowiedziałam , a w tym samym momencie z łazienki wyszedł
Zayn dając tym samym znać , że jest gotowy . Wzieliśmy swoje walizki i zeszliśmy na dół .
Reszta domowników czekała już na nas w samochodzie. Zaszłam jeszcze do kuchni , w celu nalania sobie kawy ale na stale zastałam dwa gotowe esspresso ze Starbucks'a ,wzięłam je i wychodząc , zakluczyłam dom.
- Gotowi ? - zapytałam kiedy wsiadłam do auta.
- Taak ! Prosto na Malediwy ! - odpowiedziała szczęśliwa Lils.
Ruszyliśmy na lonisko , droga nam sie dłużyła.
- Każdy ma swój bilet ? - zapytałam , na co wszyscy skineli głowami - A paszporty ? - zapytałam ponownie , a w odpowiedzi poczułam jak Zayn łapie moją rękę .
- Skarbie spokojnie, zrelaksuj się jedziemy przecież na wakacje - usłyszałam jego głos .
Nie odpowiedziałam nic , tylko wtuliłam się w mojego chłopaka . W końcu dojechaliśmy na.lotnisko , gdzie czekali na nas Vivi , Lou i Rose. Weszliśmy na teren lotniska , gdzie jeszcze czekała nas odprawa . Chwile później siedzieliśmy już w samolocie gotowi do startu.
Samolot ruszył , a po chwili już byliśmy w powietrzu w drodze na Malediwy . W pewnej chwili położyłam głowę na ramieniu Zayn'a . Poczułam jego dłoń na moim ramieniu.
- Mam nadzieję , że teraz spędzimy trochę czasu razem . - powiedział i poczułam jego pocałunek na czole .
- My zawsze jesteśmy razem . - powiedziałam patrząc się na niego z uśmiechem .
- Noo tak , ale zawsze są jakieś wywiady albo nasze albo wasze , koncerty i tak na prawdę nie mamy dużo czasu dla siebie. - złapał moją dłoń.
- Wieem , ale damy radę - posłałam mu ciepły uśmiech i splotłam nasze palce razem.
On w zamian złożył pocałunek na moich ustach . Nawet nie zauważyłam kiedy minął lot samolotem , bo właśnie lądowaliśmy na lotnisku . Czekały tam na nas 2 taksówki , które zawiozły nas prosto pod hotel. Taksówki dojechały , a kiedy wyszliśmy zaparło nam wszystkim dech w piersiach . Widok był niesamowity , morze i hotel były przepiękne. Wow , Zayn na prawdę wszystko doskonale zaplanował. Każda para miała wynajęty domek dla siebie. Hotel oferował przepiękne domki nad samym morzem. Każda para miała wynajęty jeden dla siebie. Wzięliśmy swoje bagaże i podążyliśmy za obsługą hotelu.
4 domki stały obok siebie. Jeden dla nas , drugi Lils i Hazza , trzeci Vivi , Lou i Rose a czwarty Niall i ... No własnie sam Niall.
- Jeśli chcesz Niall to możesz mieszkać z nami , nie musisz być sam. - powiedziała Lilly.
- Lilly nie ma nawet takiej opcji , nie mam zamiaru wam przeszkadzać .- zaprotestował Niall.
- Nie będziesz przeszkadzał , jeśli na prawdę nie chcesz być sam to nie ma sprawy - Lils nie dawała za wygraną .
- Mam swój domek , wy macie swój . Przecież i tak będziemy pewnie cały czas poza domkiem więc nie ma o czym mówić Lils , na prawdę - powiedział Niall i posłał jej uśmiech.
Każdy z nas wszedł do swojego domku. Wystrój był niesamowity , bardzo przytulny i pasował do tej całej atmosfery. W domku znajdowała się sypialnia i łazienka . Na posiłki będziemy chodzić do hotelu. Poczułam obecność Zayn'a tuż za mną , a po chwili jego ręce na mojej talii.
- To wszystko będzie nasze przez najbliższe 2 tygodnie - jego usta były bardzo blisko mojego ucha.
Szeptał , ledwo co słyszalnie. Po całym moim ciele przeszły ciarki , nadal nie mogę uwierzyć w to że moje ciało reaguje na niego tak mocno . Faktycznie ostatnio spędzamy mniej czasu niż zazwyczaj . Odwróciłam się do niego przodem , a moją twarz objęły jego dłonie. Nasze usta połączyły się w pocałunku. Poczułam pożądanie , czułam także jak emanuje ono od Zayn'a .Przerwał nasz pocałunek zdejmując ze mnie mój t-shirt , po chwili ja zrobiłam to samo z jego koszulką.  Jego dłonie znalazły się na moich pośladkach , na co podskoczyłam . On to wykorzystał i zwinnie uniósł mnie do góry , a ja oplotłam moje nogi wokół jego bioder. Nasze pocałunki się pogłębiały , a ja z każdym jego dotykiem czułam się bardziej podniecona. Pożądanie wzrosło kiedy jego ciepłe usta zetknęły się ze skórą na mojej szyi.
Przeniósł mnie na łózko , a sam podparty łokciem leżał nade mną dalej mnie całując. Łapałam krótkie i nierównomierne oddechy . Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że moje ciało i emocje tak silne reagowały na jego zachowanie.
- Na prawdę cie kocham . - powiedział ledwo co łapiąc oddech.
Kciukiem gładził mój policzek i uważnie mi się przyglądał.
- Masz tak miękką skórę , uwielbiam cie dotykać - powiedział i położył się obok mnie na wielkim łóżku .
Wykorzystałam sytuacje i wtuliłam się w jego wyrzeźbione ciało .
- Ja ciebie też kocham - powiedziałam.
On odpowiedział mi całusem w czoło .

____________________
Myryryr ! :D
Pewnie myśleliście , że coś już będzie ? :D
A tuu nie ma ! ;p
Mogłabym takie coś napisać , ale nie jestem dobra w tego typu sprawach xd
RONNIE NIEUDACZNICA ;_; xd

Przepraszam za lekki poślizg i jakiekolwiek błedy w rozdziale  , ale jak wiecie wakacje się kończą a ja próbuję je wykorzystać na maxa :D ~ Ronnie xxx

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 73.

*Oczami Vivianny*

Doszłam do wniosku, że bardzo dziwi mnie moja postawa w związku ze śmiercią Isabelli, inni by chodzili zapłakani całymi dniami i nocami, a ja wręcz przeciwnie... Uśmiecham się. Wiem, ze Issy nie chciała by, bym była zrozpaczona. Widocznie tak musiało być jak mawia mój chłopak. Była już godzina 13, jak na Londyn lato było na prawdę ciepłe. Nagle usłyszałam wołanie z ogrodu, ujrzałam duży koc rozłożony na trawie, a na nim Lou bawiącego się z Rose. Nie wspomniałam, ze Lou zobowiązał się więcej czasu spędzać z mała.
- Chodź tuuu - jęknął błagalnie szatyn.
- Nie wydaje mi się, ze to ja obiecałam więcej czasu opiekować się swoja córką - powiedziałam z zadziornym uśmieszkiem.
- No, ale za tobą też się stęskniłem...
- Ty to wiesz czym mnie przekupić - stwierdziłam gdy weszłam do ogrodu. Za nim wyszłam z pokoju wzięłam sobie książkę, wiec położyłam się na brzuchu i zaczęłam czytać.

- Co robisz ?
- Czytam nie widzisz ? Czy już ci oczy padły ?
- No oczywiście, na Twój widok - delikatnie oblałam się rumieńcem i powróciłam do lektury. Nagle poczułam masę pocałunków składanych na moim ramieniu.
- Masz się opiekować Rose, zapomniałeś ?
- Nie zapomniałem, ale moja kochana córka znalazła sobie zabawę piórkiem Kevina, wiec mam trochę czasu, by poprzytulać się do mojej piękności.
- Przestaniesz mi słodzić ? - spojrzałam na niego wymownie.
- Hmm nie - nagle Lou obkręcił mnie na plecy i usiadł na mnie.
- Jak ty to zrobiłeś ?! - spytałam w szoku. Na serio nie mogłam uwierzyć, ze Louis dostał takich mięśni. Od zawsze wiedziałam, ze jest umięśniony, ale nie aż tak.
- Sam nie wiem, czysty fart - uśmiechnął się i zaczął pieszczotliwie muskać moje usta. Mnie natomiast przeszła fala przyjemnych dreszczy. Nagle usłyszeliśmy śmiech Rose gdzieś z daleka. Spojrzeliśmy się obydwoje w stronę śmiechu i zobaczyliśmy Lilly i Harrego trzymającego małą na rękach. Moja twarz przykryła się jeszcze większym burakiem niż 30 minut temu.
- Także tego... porywam Louisa na siłownie - odrzekł Hazza oddając mi Rose
. Był bez koszulki , całkowicie przygotowany do ćwiczeń.
- Nie mogę, dzisiaj cały dzień siedzę z Rose - stwierdził Lou po czym odebrał z moich rąk małą. Widać, że Harry nie był zadowolony z tego faktu.
- No proszę na godzinkę przynajmniej.
- Kurcze Harry... - wtrąciłam się - Louis ciągle gdzieś wychodzi, jak nie wywiady to próby, a to jeszcze coś innego i nie powiem, ale zaniedbał nas.
- Dokładnie i chcę teraz spędzić czas z Vivi i Rose - loczek zaczął coś mamrotać pod nosem, ale szybko skończył gdy napotkał srogi wzrok Lilly.
- Już tylko nie bij. Ehh no szkoda, chciałem trochę przypakować - po tych słowach wszyscy wybuchneliśmy gromkim śmiechem, nawet Hazza.
- To może zostaniecie u nas ? Harry razem z Lou pobawią się w tatusiów, a ja z Lills spędzimy w końcu trochę czasu razem - zaproponowałam.
- Ja jestem za - odpowiedzieli Lou i Lills razem. Teraz czekaliśmy na odpowiedz se strony Harrego.
- Harry prrrrrroszę - blondynka przybliżyła się do chłopaka i pocałowała.
- Za chwilę się zrzygam - zaczęłam udawać, odruch wymiotny, a Louis zaczął chichotać.
- To samo powinienem powiedzieć jak wy na kocu tam ten teges - loczek pokazał głową na kawałek materiału, a ja zgromiłam go wzrokiem - Dobra zostaniemy. Kiedy indziej pojedziemy.
- Vivka wiesz o czym myślę ?
- ZAKUPY ! - zapiszczałyśmy i pobiegłyśmy się szykować.
- Harry mogę Twój samochód prawda ? - Lills zrobiła minę niewiniątka, po chwili dołączyłam do niej.
- Bierz i uciekać mi - zaśmiał się loczek i rzucił klucze od auta.
- Czekaj ! - zatrzymałam się i pobiegłam na górę - Muszę się przebrać !
- Serio ? Dziewczyno ruchy !
- Już minutka ! - wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy i poszłam do łazienki szybko się przebrać. Rzęsy przejechałam tuszem i byłam gotowa - Możemy jechać.
- No wreszcie. Chodź bo nam wszystkie rzeczy wykupią - wzięłam przyjaciółkę pod rękę i wręcz wybiegłyśmy z domu kierując się do auta.

*Oczami Louisa*

- One są szalone - zaśmiałem się z Harrym i weszliśmy w głąb mieszkania.
- Ojj tak, zobaczysz niedługo Rose będzie latać po centrum handlowym i ciągnąć cię na kieszeń.
- Taa już to sobie wyobrażam - wywróciłem oczy i spojrzałem na Rosallie. Mała zasnęła na moich rękach trzymając mnie za palec. Wyobraziłem ją sobie za parenaście lat. Piękną i szczęśliwą. Od początku gdy przyszła na świat wiedziałem, że nigdy nie dam jej nikomu skrzywdzić - Chodź ze mną.
- Gdzie ? Mam się bać ? TY CHCESZ MNIE ZGWAŁCIĆ ! Dobra bierz mnie !
- Z tym idź do Lilly - wszedłem do pokoju Rose i najdelikatniej jak mogłem położyłem ją w łóżeczku. Razem z Harrym weszliśmy do sypialni. Loczek od razu rozwalił się na łóżku, a ja zacząłem czegoś szukać. W końcu z dna szafy wyjąłem małe różowe pudełeczko.
- Co to jest ? - usiadłem na skraju łóżka i obracałem pudełkiem w dłoni - Nie gadaj, że...
- Tak. Chcę spędzić z Vivką resztę życia, do tego jest Rose i nie będziemy żyć na kocią łapę.
- Lou byś później tego nie żałował. Kiedy chcesz się oświadczyć ?
- Sam jeszcze nie wiem. Chciałem jak najszybciej, nawet dzisiaj. Z drugiej strony chcę by to było wyjątkowe.
- I pewnie potrzebujesz pomocy ?
- Znasz mnie jak nikt inny - uśmiechnąłem się do przyjaciela, a on poklepał mnie po ramieniu.
- Spokojnie Tomeczku, damy radę.
- Tylko proszę nie wymyślcie czegoś głupiego.
- A już miałem pomysł. Dobra chodź idziemy obejrzeć jakiś mecz, a o tym pomyślimy później - schowałem w stare miejsce pudełko z pierścionkiem i dogoniłem Harrego, by nie zabrał mi pilota.

*Oczami Vivianny*

Obładowane ciuchami weszłyśmy do Starbucks. Zajęłam miejsce przy ' naszym ' stoliku, a Lilly poszła zamówić kawę. Gdy wróciła z naszym zamówieniem od razu wzięłam kubek i upiłam łyk napoju.
- Wiesz, że teraz będzie ta nieprzyjemna część ?
- Aż na nią czekałam. Nawijaj.
- Czemu wyjechałaś ? Czemu nas zostawiłaś ?
- Okazało się, że nie mogę mieć dzieci. Wiesz, że Harry bardzo marzy o dziecku, z resztą ja też. Załamałam się po prostu...
- Każdy pewnie by się załamał, ale Harry nigdy by cię nie zostawił. A ty mu taki numer odwaliłaś. Nie mówiąc o mnie.
- Teraz nie rozumiem... - blondynka spojrzała sie na mnie podejrzliwie.
- Chodzi o to, że dosłownie nic mi nie powiedziałaś. Że idziesz do lekarza, że...
- Ale...
- Nie przerywaj mi. Wiesz, że mnie to denerwuje i tego nie lubię. Wracając do tematu, mam do ciebie o to żal, że po tylu latach nadal masz przede mną jakieś tajemnice. Obiecałyśmy sobie wszystko mówić.
- Jak okazało się, że byłaś w ciąży to też nic mi nie powiedziałaś tylko Issy.
- Issy znalazła u mnie w pokoju test, a chciałam powiedzieć od razu wszystkim. Taki był mój plan.
- Dobra koniec przesłuchania ?
- Na razie tak - uśmiechnęłam się i upiłam kolejny łyk mrożonej kawy. Gdy naszego zamówienia już nie było zebrałyśmy się do domu. Wchodząc do domu usłyszałam... ciszę. Spojrzałyśmy po sobie i weszłyśmy migiem do salonu. Chłopcy grali w fifę.
- Gdzie Rose ?
- Śpi - usiadłam obok Lou i położyłam głowę na jego ramieniu, próbując nie zasnąć.
- Harry chodź jedziemy już, późna godzina jest.
- Poczekaj tylko dokończymy.
- Nie Harry jestem zmęczona. No chodź juuuż, Vivka też już prawie zasypia - otworzyłam leniwie jedno oko i spojrzałam na Harrego.
- Dobra już - chłopcy wyłączyli grę, a Lilly z Hazzą poszli w kierunku drzwi.
- Odprowadzę was - zaoferował się Lou, ale położyłam mu głowę kolanach - Chyba raczej mi się to nie uda.
- Nie ma sprawy, pomóż jej dojść do łóżka - pomachałam im jeszcze ostatkiem sił po czym para opuściła dom.
- No wstawaj słońce.
- Nie ma słońca, bo jest noc - wymruczałam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Włócząc nogami jakoś doszłam do łóżka i od razu na nie upadłam - Rozebrać to ty mnie musisz.
- Mmm jakie propozycje - zaśmiał się szatyn. Poczułam jak odpina guzik od spodni i powoli je ze mnie ściąga. Kolejna była bluzka, delikatnie rozpiął od niej guziki i ściągnął z moich ramion - Dzisiaj śpisz tak.
- Spoczko foczko, chce spać - przykryłam się szczelnie kołdrą i próbowałam zasnąć. Poczułam jeszcze rękę Lou smyrającą mnie po brzuchu aż w końcu zasnęłam.
--------------
Uff jest napisany ;D
Nie wyszedł mi ;_; Jak zwykle, przepraszam. ;x
A zwłaszcza perspektywa Viv ;_;
btw. Uuuuu się szykuje ;D Ahh Lou. < 3
Podoba wam się taki pomysł ? ; >
Mam nadzieję, że tak ;D

Buzaki ~ Ells ^^

PRZEPRASZAM ZA JAKIEKOLWIEK BŁĘDY, ALE PISAŁAM TO O GODZINIE 3:30 NAD RANEM ;_;

niedziela, 11 sierpnia 2013

Uwaga !

Witam , witam ! :)
Z tej strony Ronnie :)
Nowy rozdział jest już do was w drodze , powinien pojawić się w przeciągu kilku dni ! :D 
Przybywam tu do was z zapytaniem ! :D
Jak wiecie nasze opowiadanie niedługo się zakończy ...
Mianowicie kończymy na 100 rozdziale . Uważamy , że tak będzie najrozsądniej :)
No , ale wróćmy do pytania . :D
Skończymy to opowiadanie , ale będzie mi tak jakoś pusto nic nie pisać ;x
Myślałyśmy razem z Ells o solowych projektach i właśnie z tym związany jest ten post.
Chciałabym zacząć pisać nowe opowiadanie , tylko nie wiem czy jest sens.
Myślałam , żeby było ono o jednym z chłopców z 1D. Opowiadanie nie byłoby takie jak każde. Myślałam o czymś bardziej ekstremalnym :D Chodzi mi o to , że bohater nie będzie sławny .
Wiem , że na pewno czytacie takie FanFiction jak DARK , COLD , DANGER .
PYTANIE ! 
JEST SENS , ŻEBYM ZACZĘŁA PISAĆ COŚ NA POZÓR TEGO ? 
CZYTALIBYŚCIE TAKIE OPOWIADANIE MOJEGO AUTORSTWA ? 

Czekam na szczere odpowiedzi xx
Pozdrawiam i buuuziaki xx - Ronnie .

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 72.

*Oczami Lilly*

Nadal nie mogę uwierzyć w to , że nie ma jej już z nami. Odeszła i nigdy nie wróci. Siedziałam w salonie w domu chłopców , tzn . w naszym domu . Atmosfera była smutna , nikt nie miał na nic ochoty. Szkoda mi było Niall'a .Stał i ciągle wpatrywał się w okno. Od pogrzebu nie odezwał się ani słowem. Podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu. Spojrzał na mnie zaszklonymi oczami.
- Niall , chodź coś zjeść. Nie możesz się głodzić.
- Nie , nie chce .
- Niall , prosze cię .
- Moje życie straciło sens , rozumiesz Lilly ? Nawet nie wiesz jak mi ciężko.
- Wiem mi jest tak samo ciężko . - powiedziałam i się do niego przytuliłam .- Prosze cie chodź chociaż z nami usiądź .
- Nie mogę , czekam ...
- Ale na co czekasz Niall ?
- Na Issy ...
- Niall , ale ona ...- zaczęłam.
- Nie , obiecała że nigdy mnie nie zostawi .Obiecała, że wróci ... - nie odpowiedziałam nic tylko przytuliłam go jeszcze mocniej . - Później do was przyjdę .
Poszłam do kuchni i zaparzyłam herbatę . Wzięłam do ręki kubek z gorącym napojem i ruszyłam na górę do sypialni . Usiadłam na podłodze i wyjęłam album ze zdjęciami.
Album w którym były zdjęcia od dzieciństwa aż po teraźniejszość . Na pierwszych stronach znajdowały się wspólne zdjęcia z Issy i Vivi . Każdy wyjazd , każde wspólne spotkanie starałyśmy się uwiecznić , żeby potem mieć pamiątkę . Kolejno przekładałam strony , a zdjęcia stawały się coraz bardziej teraźniejsze. Usłyszałam , że ktoś wchodzi do pokoju. Był to Harry , szedł smutny z opuszczoną głową a kiedy wszedł do środka usiadł obok mnie . Wyjmował każde zdjęcie po kolei i uważnie się mu przyglądał. W końcu doszłam do zdjęć ,na których pojawiali się również chłopcy. Znalazły sie tam nasze zdjęcia z pierwszych randek , pamiętne spotkanie w Starbucks , przesłuchanie do X-Factor ... Wszystko , a na prawie każdym zdjęciu była Issy . Każdy się uśmiechał , nie martwiliśmy się niczym , nie mieliśmy pojęcia , że to wszystko się tak potoczy .
- Byliśmy tacy szczęśliwi ... - westchnęłam .
Harry podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy.
- Czemu wyjechałaś , czemu przed nami uciekłaś ? - widziałam , że ta sytuacja nie była dla niego łatwa. Śmierć Issy jeszcze wszystko pogorszyła .Jego oczy były zaszklone od łez.
- Ja ... stchórzyłam . - powiedziałam i automatycznie mój wzrok przeniósł się na dół . -
Bałam się twojej reakcji , wiem jak bardzo chcesz mieć dzieci .
- Lilly - złapał moją rękę - kocham cię i zawsze będę kochał .
Wiesz , że nigdy cie nie skrzywdzę. Ja po prostu chce być szczęśliwy , a największym szczęściem dla mnie jesteś ty . To dzięki tobie moje życie zmieniło się na lepsze. - skończył a ja patrzyłam się na niego ze łzami w oczach.
- Myślałam , że to będzie dla ciebie przykra wiadomość, nie chciałam cie martwić .
- Wiem skarbie jakie to trudne , ale nigdy w życiu nie pomyślałbym , że uciekniesz z tego powodu .
Prosze cie , obiecaj że już nigdy nie popełnisz takiego głupstwa . - ujął moją twarz w swoje dłonie i przyglądał mi się prosto w oczy .
- Obiecuję . - powiedziałam , a moje usta spotkały się z moimi.
- Damy radę , zobaczysz. - spotkaliśmy się czołami.
Nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł .
- Harry , pamiętasz jak kiedyś kupiliśmy lampiony ?
- Pamiętam , leżą na dole w szafie . - odpowiedział całkowicie zdezorientowany.
Zajrzałam do szafy , a one rzeczywiście tam były.
- Zobaczmy ile ich tu mamy - mówiłam sama do siebie .
Przeliczyłam po cichu i stwierdziłam , że wystarczy dla wszystkich.
- Chodź , idziemy . - powiedziałam
- Ale gdzie ?
- Chodź zobaczysz . - wyszłam z sypialni i zbiegłam na dół po schodach do kuchni .
Wzięłam zapalniczkę , na całe szczęście wszyscy siedzieli w salonie.
- Chodźcie wszyscy do ogrodu . - wyszłam i położyłam lampiony na stole .
Niestety nikt jeszcze nie wyszedł z domu .
- No chodźcie , mam pomysł . - powiedziałam wychylając się przez drzwi .
Wszyscy wyszli , ale ich humory nie były najlepsze , w sumie mój też taki był. Wszyscy usiedliśmy dookoła wielkiego stołu , przy którym zawsze organizowaliśmy sobie ogniska .
- To są lampiony , proszę dla każdego po jednym . - przeszłam i wręczyłam każdemu jeden lampion. - Dzięki nim , uczcimy pamięć o naszych bliskich , których niestety nie ma już z nami . - tłumaczyłam dalej.
Wnioskując po ich minach , pomysł im sie podobał.
- Zacznę pierwsza . - wzięłam do reki zapalniczkę i zapaliłam wylot lampionu
- Chciałabym uczcić pamięć Issy i moich rodziców . Kocham was . - powiedziałam i puściłam lampion , a on poleciał wysoko.
Poczułam jak Harry obejmuje mnie w tali . Przejął ode mnie zapalniczkę .
- Ja chciałbym uczcić pamięć Issy , naszej przyjaciółki , która odeszła. - zrobił to samo co ja , a na niebie widniały już 2 lampiony.
- Moja Issy odeszła , ale wiem że nie chciałaby żebyśmy się zamartwiali. Będziemy ją kochać na zawsze , żegnaj Issy , mój aniołku. - lampion Niall'a , poleciał wysoko w górę.
- Ja chciałbym pożegnać przede wszystkim Issy , ale jest jeszcze ktoś szczególny. Uczcijmy też pamięć naszych fanów , których nie ma z nami. Dziękujemy im wszystkim , że byli z nami i nas wspierali , kochamy was wszystkich . - tym razem lampion puścił Liam.
- Ja chcę pożegnać Issy , ale również moich rodziców . Tęsknie za wami . - Vivi puściła swój lampion .
- Nasz lampion będzie wspólny . - zaczęła Vanessa. - Razem z Zayn'em i Lou chcemy pożegnać Issy , kochamy cie mała . - Vanessa puściła ich wspólny lampion.
Wszyscy staliśmy razem i przyglądaliśmy się jak nasze lampiony widnieją na niebie . Unosiły się wyżej i wyżej. Nigdy o nich nie zapomnimy , zawsze będziemy kochać bliskie nam osoby , których niestety zbyt wcześnie nam zabrakło. Razem z lampionami odeszła nasza żałoba , ale nigdy pamięć. Żałoba , bo przecież oni nigdy nie chcieliby nas zasmucać.



__________________________________________
Cześć wszystkim ! :D

Nie ma już z nami Issy , wiemy że nawet nie śmieliście pomyśleć o takim zwrocie akcji , ale taka nasz rola , żeby was zaskakiwać :D
Lilly , wróciła do domu !
Jak myślicie , wszystko będzie po staremu ?

Jeeest taak gorąco !
Korzystajmy z wakacji ! Dopóki to możliwe ! :D
Pisss yooł :D i buuziaczki xx -Ronnie xx


sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 71.

*Oczami Vivianny*

Ciepłe promienie słońca wdarły sie do pokoju zmuszając mnie do otwarcia oczu. Z wielkim bólem podniosłam powieki i dopiero teraz zorientowałam się, że śpię w poprzek łóżka. Starałam przypomnieć sobie co działo się w nocy, ale miałam pustkę. Zaciekawił mnie fakt gdzie jest Louis, więc wstałam leniwie z łóżka i założyłam skarpetki. Przechodząc przez kuchnię ujrzałam talerz pełen tostów i karteczkę
' Pojechałem na wywiad, będę koło 15. Kocham Cię. xx '
Uśmiechnęłam się do siebie i wzięłam się za śniadanie. W między czasie wzięłam laptopa z pokoju i weszłam na Twittera. Dałam Follow Back paru fanom i im odpisałam.Nagle usłyszałam płacz Rose dobiegający z pokoju. Mała gdy tylko mnie zobaczyła przestała płakać i uśmiechnęła się.
- Dzisiaj maleńka robimy sobie babski ranek, tylko my dwie - ucałowałam ją w nosek, a ona pociągnęła mnie za włosy - Rosallie Alex Tomlinson, za bardzo wdałaś się w ojca. Zawsze mnie ciągnie jak.... albo nie ważne, za młoda jesteś - wzięłam kocyk małej który dostała od Nialla oraz Issy i zeszłam z nią na dół. Położyłam ją w nosidełku, które uprzednio postawiłam na blacie kuchennym. Zaparzyłam wodę na herbatę, a dla Rose wyjęłam mus jabłkowy, który wręcz uwielbiała.
- Dobre prawda ? Jak będziesz mogła jeść to co ja albo tatuś to będzie jeszcze lepsze - lubiłam rozmawiać z Rose, choć ona nic nie rozumiała sprawiało mi to dużą przyjemność. Włożyłam brudne naczynia do zmywarki, a słoiczek wyrzuciłam. Rose zostawiłam w salonie bawiącą się swoimi zabawkami, a sama poszłam wziąć prysznic. Chłodne krople spływały po moim karku przyprawiając mnie o przyjemne dreszcze. Okryłam się ciepłym ręcznikiem i poszłam ubrać się w jakieś ciuchy. Po długich zastanowieniach w końcu wybrałam coś dla siebie. Przechodząc przez korytarz spojrzałam na zdjęcia widniejące na ścianie. a na widok jednego nie mogłam się nie uśmiechnąć - Niall z Rose. Horan strasznie rozpieszcza małą i zawsze gdy nas odwiedza lub odwrotnie nie może od niej odejść choć by na sekundę. Wróciłam na dol i siadając obok Rose wlaczylam TV. Nagle naszla mnie ochota na ciasto czekoladowe. Obeszlam cala kuchnie w poszukiwaniu składników, ale nie mogłam znaleźć. Poszłam na górę ubrać Rose, by później wyjść na jakieś zakupy gdy nagle usłyszałam otwierane drzwi frontowe. Zeszłam na dół i ujrzałam Louisa, Nialla, Harrego, Vanesse, Zayna i Liama.
- Stało się coś ? - wszyscy siedzieli w ciszy - Możecie mi powiedzieć co się dzieje ?!
- Issy... ona - zaczął Niall - Nie żyje.
- Żartujesz prawda ? - ostatnie słowa blondyna zatrzymały się w mojej głowie i nie chciały z niej uciec. Cały obraz miałam jak za mgłą z powodu nagromadzających się łez.
- On nie żartuje Viv. Issy miała wypadek i go nie przeżyła - wtrącił się Liam.
- Kłamiecie... - skwitowałam szeptem - Wy wszyscy kłamiecie ! Issy żyje ! Za chwilę wejdzie tutaj z uśmiechem na ustach i...i będzie wszystko dobrze ! Zobaczycie.
- Viv, ona odeszła - Lou podszedł do mnie i przytulił, ale odepchnęłam go.
- Zostaw... Kłamiesz... Ona żyje... - uklękłam na podłodze i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Znowu poczułam zapach perfum Lou i jego ramiona oplatające się wokół mnie - Dlaczego... Najpierw Lilly,  teraz Issy...
- Ciii kochanie, wszystko będzie dobrze - szatyn głaskał mnie po włosach i kołysał - Nie płacz moja piękna księżniczko.
- Jak mam nie płakać Louieh ? Moja najlepsza przyjaciółka odeszła... nie ma jej.
- Czasu się nie cofnie, może tak miało być - chłopak ucałował mnie w czubek glowy i nadal przytulał.
- Ja... ja musze pobyć chwilę sama, przepraszam - pociągnęłam nosem i pobiegłam na górę. Na całe szczęście natura dała mi zdolność biegania w szpilkach, więc w mgnieniu oka leżałam na łóżku i moczyłam poduszkę. Nagle nie wiedzieć czemu wzięłam telefon ze stolika nocnego i wybrałam numer do Justina. Był jednym z moich najlepszych przyjaciół, a do tego przeczuwałam, że ma tajemnicę.
- Heej Viv, co tam ?
- Juss, wiem gdzie jest Lilly. Jest u ciebie prawda ?
- Eee... poczekaj - usłyszałam trzask zamykanych drzwi, więc domyślałam sie, że Lills tam jest - Tak jest u mnie, a co się stało ?
- Możesz jej przekazać, że bardzo za nią tęsknimy ? Ii... przekaż jej, że jutro jest pogrzeb.
- Co ? Pogrzeb ? Kogo ?!
- Naszej małej Issy - mówiąc to znowu sie rozkleiłam - Miała wypadek i nie przeżyła.
- O boże, współczuję. Przekaż moje kondolencje Niallowi, na pewno biedak strasznie cierpi.
- Dobrze, a ty przekażesz Lilly o tym ?
- Oczywiście.
- Dzięki Justin. Ja kończę, buźka.
- Papa - rozłączyłam się, a chwilę później do pokoju wszedł Lou. Nic się nie odezwał tylko usiadł obok mnie i przygarnął do siebie. Wiedział, że teraz nic mi nie pomoże, oprócz obecności jego i Rose.


*Oczami Lilly*

Pogoda była piękna , dawno nie widziałam tak bezchmurnego nieba. Wszystko zapowiadało się na przepiękny dzień. Wstałam rano i udałam się do kuchni , gdzie zastałam Justin'a.
- Cześć , jak się spało ? - zapytał popijając kawę .
- Hej , całkiem dobrze . Chcesz coś zjeść , czy już jadłeś ? - zapytałam
- Jeśli zaproponujesz mi coś dobrego to się skuszę - powiedział i posłał mi promienny uśmiech.
Zawsze kiedy się tak uśmiechał , przypomniało mi się dzieciństwo.
- A na co masz ochotę ? Tosty , gofry , naleśniki ?
- Emm , naleśniki ! - powiedział triumfalnie .
- Niech zgadnę , do tego syrop klonowy ? - spojrzałam się na niego , a on twierdząco pokiwał głową - Niech ci będzie , zabieram się do roboty .
Zaczęłam przygotowywać naleśniki , wyjęłam miskę z szafki i odpowiednie składniki .
- Kiedy mu to powiesz ? - zapytał nagle Justin.
Oparłam się rękoma o blat i wzięłam głęboki oddech.
- Powiem , tylko daj mi czas.
Nagle zadzwonił jego telefon.
- Przepraszam na chwilę .
Wyszedł , a ja zabrałam się za dokończenie naleśników. Jego rozmowa się dłużyła , a ja zdążyłam przez ten czas przygotować wszystko do śniadania. W końcu Justin zakończył swoją rozmowę i wrócił do kuchni . Jego humor widocznie się pogorszył , może przyczyną tego była rozmowa ?
- Już gotowe , mam nadzieje że będą ci smakowały . - powiedziała i się uśmiechnęłam .
- Lils muszę ci coś powiedzieć .- zaczął a ja zaczęłam przyrządzać porcję dla siebie .
- Słucham ?
- Dzwoniła Vivi , musisz wrócić do Anglii , bo ...
- Bo co ? Coś się stało ? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Bo Issy nie żyje . - talerz z moją porcją śniadania spadł z hukiem na podłogę .
- Ale jak .. . jak to nie żyje ? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Miała wypadek , lekarze nie zdążyli jej uratować . - poczułam jak podszedł do mnie i mnie objął ramieniem .
Momentalnie moje oczy przepełniły się łzami , nie wiedziałam kompletnie co się ze mną dzieje .
- Justin , to nie prawda , ona musi żyć . - płakałam , nie mogłam się powstrzymać .
- Niestety Lils , Issy odeszła .- jego słowa dobitnie trafiły do mnie.
Wyślizgnęłam się z jego objęć i upadłam na podłogę . Zaczęłam płakać , nie mogąc się powstrzymać. Usiadłam opierając się o szafkę , ręce zatrzymałam na kolanach podtrzymując tym samym głowę .
- Issy nie żyje , moja mała Issy nie żyje ... - mówiłam płacząc.
Justin usiadł obok mnie .
- Jejku , jaka ja byłam głupia. Byłam po prostu tchórzem . Uciekłam od nich , a teraz jedna z moich najlepszych przyjaciółek nie żyje... Nie mogę nawet znieść tej myśli ...
- Lilly przecież to nie twoja wina , mała .
- Wiem Jus , ale to nie zmienia faktu , że nigdy jej już nie zobaczę . Nigdy razem nie usiądziemy i nie pozwierzamy się , nigdy już razem nie pójdziemy na zakupy. Nigdy , nigdy już jej nie przytulę . Straciłam kolejnego członka mojej rodziny. Czemu zawsze wszystko przytrafia się mnie ? Czemu zawsze ja ? - znowu wybuchnęłam płaczem .
- Jutro jest pogrzeb . - powiedział cicho Justin .
- Już jutro ? - zerwałam się na równe nogi .
- Tak , pakuj się , rano mamy samolot do Anglii.
- Dzięki Jus , za to co dla mnie robisz - powiedziałam i spojrzałam się do niego.
Nie byłam w stanie nawet sie uśmiechnąć , nadal nie wierzę , że moja Issy już nie żyje.
- Boże Niall , jak on wytrzymuje , A Harry , Zayn albo Li i w ogóle reszta ? Jejku powinnam być tam teraz z nimi ... - znowu zaczęłam płakać .
- Wiem Lils , ale najwcześniejsze bilety dostałem na jutrzejszy ranek , przykro mi nic nie mogłem na to poradzić.
- No trudno nic już nie zrobimy w tej sprawie , i tak już dużo zrobiłeś jeszcze raz dziękuję . - uścisnęłam jego dłoń .
Wstałam i od razu ruszyłam się spakować . Nie zajęło mi to dużo czasu , pakując się ciągle myślałam o tym jak oni wszyscy dają tam sobie radę . Kiedy skończyłam pakowanie , położyłam sie na łóżku i nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam .

*Oczami Harry'ego*

Nadal nie mogę w to uwierzyć , że nie ma jej już z nami. Nad nami krąży jakieś złe fatum, które się skumulowało a teraz daje się we znaki. Najpierw Lilly , teraz Isabella. Od rana każdy przygotowywał się do pogrzebu . Atmosfera w domu była napięta , każdy miał za sobą nieprzespaną noc . Ekspres do kawy pracował na najwyższych obrotach , każdy pił kawę w mega ilościach aby tylko jakoś przetrwać ten dzień .  W kuchni krzątał się Niall . Podszedłem do niego i złapałem go za ramię . Nie powiedziałem nic , bo w tej sytuacji pomoże tylko obecność . Każdy był już gotowy do wyjścia . Dopiłem ostatni łyk mojej kawy i ruszyliśmy do kościoła . Zastaliśmy tam wielu znajomych , ludzi którzy przyszli pożegnać naszą Issy . Byli nawet fani dziewczyn , ktorzy chcieli pożegnać jedną ze swoich idolek . Gdy zajęliśmy miejsca w ławkach , a ksiądz zaczął czynić swoje powinności . Siedziałem obok Vivi , która próbowała uspokoić malutką Rose , nawet ona nie była spokojna tego dnia .
- Czy jest z nami ktoś , kto chciałby powiedzieć kilka słów o pannie McKinley ?
Z ławki wstał Niall i ruszył w stronę mównicy .
- Isabella była moją dziewczyną ... Zawsze nią już pozostanie. Kochałem ją , kocham i będę kochał .W tej kwestii nigdy nic się nie zmieni. Dzieliłem z nią ostatnie 2 najlepsze lata mojego życia . To co nas łączyło było dla mnie nowym uczuciem . Była dziewczyną idealną , która potrafiła czasami mnie nawet opieprzyć jak poszło coś nie tak. Brakuje mi jej , bardzo mi jej brakuje . Pamiętaj , zawsze cie będę kochał aniołku. - powiedział i ze łzami w oczach wrócił na swoje miejsce . Kolejna była Vivka . Ręce strasznie jej się trzęsły.
- Pamiętam każdy dzień spędzony z Issy. Wszystkie wzloty i upadki , kłótnie , płacze , śmiechy ... Najbardziej zapadły mi w pamięć trzy wydarzenia . Droga przez X - Factor, tak to było coś . Każda z nas przychodziła do domu tak zmęczona , że nie miała nawet siły palcem ruszyć , ale na wspólne oglądanie filmów i rzucanie się popcornem zawsze była siła . Kolejny , gdy nasza Issy znalazła test ciąży u mnie w pokoju i ona jedyna wiedziała o wszystkim , było to dla mnie nowe przeżycie nie wiedziałam czy sobie poradzę , nie wiedziałam czy tą wiadomość zaakceptuje ojciec Rosallie , ale dzięki Iss miałam nadzieję . I ten najgorszy dzień , gdy dowiedziałam się , że moja przyjaciółka , siostra nie żyje . Życie bez naszej małej Issy będzie teraz szare , smutne ... Śpij spokojnie moja siostrzyczko - Viv odeszła i wybuchła płaczem . Od razu wtuliła się w Louisa. 
Nagle do mównicy podeszła wysoka blondynka w ciemnych przeciwsłonecznych okularach . Podwyższyła mikrofon na odpowiednią wysokość i zdjęła okulary . Okazało się , że to była LILLY . Spojrzałem na każdego , byli w takim samym szoku jak ja . Na twarz Vivianny wkradł się lekki uśmieszek , ale był on prawie nie widoczny .
- Chciałaby powiedzieć parę słów o Issy . Od małego się z nią przyjaźniłam , wiedziała o mnie wszystko tak samo jak ja o niej . Razem z dziewczynami tworzyłyśmy zgraną paczkę , tworzyłyśmy zespół a teraz brakuje jednej z nas . Właśnie straciłam kolejnego członka rodziny . Nie będzie już z nami naszej zespołowej mamy , która nas uspokajała . Nie będzie naszej przyjaciółki , która podtrzymywała nas przy duchu. Issy , śpij spokojnie nasz aniołku .
Odeszła od mównicy cała zapłakana i ruszyła w naszą stronę , miejsce obok mnie było wolne więc je zajęła. Usiadła i płacząc wtuliła się we mnie . Tak bardzo mi jej brakowało .
- Przepraszam . - powiedziała szeptem .
- Będzie dobrze - powiedziałem ze łzami w oczach łapiąc jej rękę .
----------
Hello ! xx
Tutaj Ells ^^
Razem z Ronnie wymyśliłyśmy, że ten rozdział napiszemy we dwie. Mam nadzieję, że się podoba ; )
Trochę się namieszało... Co ja gadam trochę ? NAWET BARDZO ! ; o
Ale nie bójcie się, nie zamierzamy już nikogo uśmiercać ; D

Dziękujemy wszystkim z osobna za to, że jesteście z nami i nadal wytrzymujecie takie dziwne pomysły ; D
KOCHAMY WAS ! xx
~ Ells ^^ & Ronnie