poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 53.


*Oczami Vivianny*

Żyję, na całe szczęście. Choć w tej chwili chciałabym już być martwa. Cały policzek mnie szczypie od ciętego liścia wymierzonego od porywacza, nawet go nie znam. Pamiętam tylko jak czekałam na tego ktosia, po chwili podjechało czarne BMW i wielkiego goryla (czyt. ochroniarza), który zaczął mnie szarpać, przystawił mi jakąś ścierkę do ust, a później obudziłam się tutaj. Wszędzie jest ciemno, jedynie mała żaróweczka wisi nade mną i daje jakiekolwiek oświetlenie. Cała byłam zmarznięta i posiniaczona od szarpania się również brakowało mi sił. Ledwo przeniosłam się do pozycji siedzącej, skuliłam się i schowałam głowę między kolana. Myślałam co dalej będzie ze mną czy przeżyję, czy znów zobaczę światło dzienne. Chcę znów poczuć usta Louisa na swoim, usłyszeć płacz Rosallie i zobaczyć moich przyjaciół. 
- Oo już się obudziłaś - z zamyśleń wyrwał mnie damski głos. Kojarzyłam go skądś, ale nie mogłam sobie przypomnieć. Mój umysł nie działał tak jak ja chciałam. Przetarłam oczy i zobaczyłam sylwetkę kobiety. Była w szarym żakiecie i czarnej spódnicy. Przypomniała mi główną prezez Managmentu chłopców.
- Ki...Kim jesteś ?
- Nie poznajesz ? - w końcu zrozumiałam to naprawdę ona - Mała głupiutka Vivianna, jesteś taka jak Twoja matka.
- Skąd znasz moją mamę ? - spytałam zdezorientowana.
- Kiedy ja i Twoja mam byłyśmy w tym wieku co Ty przyjaźniłyśmy się. Byłyśmy jak siostry, na dobre i na złe - przerwała i przysunęła sobie krzesło koło mnie, usiadła okrakiem na krześle. Mogłam zobaczyć wystającego z jej pantalonów bobra.
- To ty jesteś tą Anette ze zdjęcia ? - olśniło mnie.
- Tak, ta brunetka to ja. Od roku byłam w związku z pewnym chłopakiem o imieniu Tom. Kochałam go całym swoim sercem do momentu gdy dowiedziałam się, że zdradził mnie z Twoją matką. Załamałam się jeszcze bardziej gdy dowiedziałam się, że Dominika jest w ciąży i razem z Tomem planują przyszłość. Błagałam go by do mnie wrócił, a on za każdym razem się nie zgadzał. 
- Mówisz o moim ojcu - wyszeptałam. Nigdy bym nie pomyślała, że mój tata mógł być z takim czymś.
- Niedługo po tym pogodziłam się z Twoimi rodzicami, ale nie na długo. Zaplanowałam zemstę. W nocy poszłam do waszego domu Dominika siedziała w salonie i oglądała telewizję, podeszłam do niej od tyłu i strzeliłam do niej, zaraz po tym przybiegł Twój ojciec. Nie zdąrzył, jego też zabiłam, ale jedno mi nie dawało spokoju. Nie było Ciebie, owocu miłości Dominiki i Toma. Stwierdziłam, że teraz nie ma po co się wysilać i Cię szukać. Prędzej czy później i tak Cię znajdę i co ? Nie myliłam się. Zostałaś podana mi jak na tacy.
- Ale... dlaczego ? - moje oczy powoli wypełniały się łzami - Dlaczego mnie tak nienawidzisz ?
- Przypominasz mi ich. Całą sobą przypominasz mi Toma i jak szaleńczo byłam w nim zakochana ! Jesteś taka sama jak Twoja matka, podła i łamiąca serca !
- O... O czym ty do cholery mówisz ?!
- Będąc z Tomlinsonem złamałaś serce mojemu synowi - Ethanowi.
- Ethan jest Twoim synem ? Ha ! Mogłam się domyślić, oboje macie zgniłe charaktery - zadrwiłam z niej, za co dostałam kolejny raz w policzek. Kobieta zaczęła się śmiać i gdzieś poszła. Ja natomiast jeszcze bardziej się rozkleiłam. Położyłam się na starym materacu skulając się i dławiłam łzami.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

*Oczami Louisa*

Zawiozłem Rose do Doncaster. Nie chcę obarczać moich przyjaciół opieką nad nią, a sam też nie dałbym rady. Od paru dni nie jem, nie wychodzę z domu, nie rozmawiam z nikim. Po prostu nic mnie nie cieszy. Razem z Vivianną odszedł cały mój zapał do życia. Postanowiłem zadzwonić do Harrego, może on mi pomoże.
- Nareszcie odebrałeś ! Jak się trzymasz ?
- Harry wszystko mi ją przypomina, a najgorsze jest to, że nie wiem gdzie jest ! - powiedziałem dławiąc się łzami.
- Policja ją znajdzie, musimy w to wierzyć.
- A jak będzie za późno ? Wiesz, że nie dam rady, a Rose potrzebuje mamy.
- Znajdzie się cała i zdrowa. Przepraszam stary, ale muszę kończyć, bo Lills mnie woła. Trzymaj się !
- Taa cześć - cała ta sytuacja mnie przerastała. A co jeśli nie usłyszę jej hipnotyzującego śpiewu gdy coś gotuje lub usypia Rose, nie poczuję jej delikatnej skóry. Nie wytrzymałem i rzuciłem telefonem o ścianę, a urządzenie rozbiło się na wszystkie możliwe części. Na całe szczęście miałem drugi zapasowy telefon. Ubrałem czarną bluzę z kapturem, który założyłem na głowę i wyszedłem się przejść. Za domem był las, więc poszedłem w jego głąb. Skraju lasu nie było końca, ale nie przeszkadzało mi to, szedłem wolnym krokiem kopiąc gałęzie leżące na mojej drodze.Nagle zauważyłem opuszczony domek. Pomyślałem, że to dobre miejsce na odizolowanie się od wszystkiego. Obszedłem dom z każdej strony, ale nigdzie nie dało się wejść. Jedynie mała żaróweczka dawała jakiekolwiek światło tam. Nic innego mi nie pozostało jak wejść oknem. Zbiłem szybę i rozejrzałem się wkoło. Nagle coś, a raczej ktoś przykuł moją uwagę.
- Co ty tutaj robisz ? - spytałem gdy podszedłem do nieznajomej. Gdy podniosła głowę myślałem, że śnię. Ten sam blask w oczach, te same pulchne policzki i ten sam uśmiech, który codziennie mi towarzyszy.
- Louis - dziewczyna od razu rzuciła się na mnie i wpiła w usta - Louieh, ona... ona zabiła moich rodziców i mnie też chce. Louis boję się.
- Spokojnie zaraz Cię stąd zabiorę tylko zadzwonię na policję - Viv była cała przemarznięta. Szybko zdjąłem bluzę z siebie i kazałem jej założyć po czym wystukałem odpowiedni numer i wszystko opowiedziałem facetowi po drugiej stronie słuchawki.
- Jak mnie znalazłeś ?
- Długa historia, ale teraz uciekajmy stąd - złapałem ją za rękę i pomogłem wstać, ledwo stała na nogach i musiała trzymać się na moim ramieniu.
- Nigdzie nie uciekniecie - usłyszałem głos za sobą i natychmiast się odwróciłem. Przed nami stała prezes Managementu.
- Wiem już wszystko ! O wyścigach, planie zniszczenia związku mojego i Viv dosłownie o wszystkim !
- Hahaha ! Skoro wiesz wszystko Ciebie też będę musiała się pozbyć - kobieta wymierzyła we mnie broń. Zamknąłem oczy i czekałem aż kula mnie dosięgnie, ale nic takiego się nie stało. Natomiast przede mną stała Vivianna. Jej oczy zaszły łzami, ciało stało się ciężkie i bezsilne, a oddech płytki i ciężki. Spojrzałem na rękę, którą podtrzymywałem dziewczynie plecy, była cała we krwi.
- Vivianna nie rób mi tego, proszę Cię. Nie umieraj teraz, błagam Cię noo słońce.
- Opiekuj się Rosallie i dobrze ją wychowaj.
- Zobaczysz razem ją wychowamy tylko wytrzymaj dla mnie, dla Rose.
- Zawsze będę was kochać - jej powieki zamknęły sie dosłownie. Chciałem dorwać tą babę i osobiście coś jej zrobić, ale wyręczyła mnie policja. Zaraz po niej przyjechała karetka. Nie chciałem oddać im ciała mojej dziewczyny. Cały we krwi i zalany łzami kołysałem jej ciało i prosiłem by się obudziła. Nagle pewien dzwięk przykuł moja uwagę. Wydobywał się z klatki piersiowej Viv.
- Ludzie ona żyje ! Błagam uratujcie ją.
- Zrobimy co w naszej mocy - karetka zawiozła dziewczynę do szpitala, więc pojechałem z nimi. Cały czas trzymałem ukochaną za rękę. Gdy zawieźli Viv na salę operacyjną zadzwoniłem do wszystkich i kazałem przyjechać do szpitala. Usiadłem na krzesełku przed salą gdy do szpitala wręcz wbiegła reszta.
- I co z nią ? - spytał zdyszany Zayn. Nie wychodzą mu na dobre te papierosy.
- Na razie sam nie wiem, muszą wyjąć kulę z jej ciała.
- Mówiłem, że się znajdzie ! A w ogóle gdzie ją znalazłeś ? - opowiedziałem wszystko od początku do końca. Wzrok reszty z każdym moim wypowiedzianym zdaniem powiększał się i powiększał.
- Wiem to jest nierealne, ale tak było - spojrzałem na Lilly. Była cała zasmarkana i zapłakana i wyglądała jak dziecko. Podszedłem do niej i ją przytuliłem, była dla mnie jak malutka siostrzyczka - Lills nie płacz. Ona z tego wyjdzie.
- I dlatego ryczę, bo w końcu się znalazła - wytarła łzy z policzków i uśmiechnęła się.
- Wszyscy cieszymy się z tego powodu - stwierdził Zayn po czym z sali wyszedł lekarz.
- Żyje ? - spytałem w nadzieją w głosie.
- Jej stan jest stabilny, ale jest bardzo osłabiona. Kula akurat nie przebiła łopatki ma tylko lekko pokruszoną.  Można wejść, ale na chwilę.
- Dobrze, dziękujemy - od razu poszliśmy na salę. Leżała tam, taka realna i żywa. Podszedłem do jej łóżka i od razu złapałem ją za rękę - Nie wiem komu dziękować, że przeżyłaś.
- Noo... lekarzom - uśmiechnąłem się do niej i ucałowałem w czoło - Co z Anette ?
- Z kim ? Aaa tamtą ! Policja ją złapała, gdy chciała uciec.
- Ona zabiła moich rodziców.
- CO ?! - krzyknęli chórem.
- Przyjaźniła się z nimi i ich zabiła - Viv jeszcze bardziej się rozpłakała i schowała twarz w zagłębieniu mojej szyji - Powiedziała, że mnie nie szukała, bo wiedziała, że i tak się pojawię i miała rację.
- To nie Twoja wina - oznajmiła Lilly i przytuliła czarnowłosą - Najważniejsze, że jesteś już z nami.
- Lilly przepraszam. Wiem, że odradzałaś mi to spotkanie, a ja i tak na nie poszłam.
- Następnym razem będziesz uważać. Dobrze my już lecimy, za dużo emocji jak na mnie - blondynka razem loczkiem zwinęli się, a zaraz po nich reszta. Zostałem tylko ja. Patrzyliśmy sobie w oczy i nic nie mówiliśmy, nie potrzebowaliśmy słów by się rozumieć. Jedynie było słychać nasze oddechy i bicie serc. Pochyliłem się nad dziewczyną i złożyłem na jej ustach długi i namiętny pocałunek. W końcu miałem przy sobie moją księżniczkę.
- Gdzie jest Rose ? - spytała w pewnej chwili.
- W Doncaster, byłem zbyt załamany. Wszystko przypominało mi Ciebie, gdyby... - urwałem na chwilę, by powstrzymać się od placzu - Gdyby coś Ci się stało, nie wiem co bym zrobił.
- Dałbyś radę. Jedynie byłoby o jednego czlowieka mniej na świecie.
- Nawet tak nie mów ! Masz przyjaciół, mnie, Rose... Masz dla kogo żyć.
- Dziękuję, że jesteś - posałem jej ciepły uśmiech i po raz kolejny posmakowałem jej ust, które doprowadzały mnie do ekstazy.
- Za chwilę wrócę - wyszedłem z sali i skierowałem się do łazienki. Zrobiłem co natura kazała i wróciłem do pokoju. Widok, który zastałem mnie rozczulił. Vivianna spała wtulona w moją bluzę, którą zostawiłem. Ucałowałem ją policzek i wróciłem do domu. Umyłem się z strużek krwi, przebrałem w piżamę i wskoczyłem do łóżka. Pierwszy raz od wielu godzin mogłem zasnąć.
-----
Hello ! xx
Chciałam napisać ten rozdział jak najlepiej, ale mi nie wyszedł jakoś. -.-
By the way nie wiem co napisać ;D

Dziękujemy za wszystko co robicie dla nas, dla bloga jesteście wspaniali ♥
Polecajcie bloga innym osobom, na swoich stronkach i wgl wszędzie ! :3~ Ells ^^

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 52.

*Vanessa*


Obudziło mnie słońce wpadające przez zasłony do naszej sypialni , leniwie położyłam rękę na drugą stronę łóżka w celu odszukania mojego chłopaka , niestety go tam nie zastałam . Otworzyłam zaspane oczy i powoli przeciągnęłam się siedząc na wielkim łóżku . Wstałam i ruszyłam w stronę kuchni . Za duża koszulka Zayna lekko opadała na moje uda , włosy w międzyczasie związałam w niedbałego koczka . Kiedy zeszłam do kuchni nadal nie zastałam tam nikogo . Dom świecił pustką , przynajmniej mi się tak wydawało . Dostrzegłam talerz z naleśnikami polany czekoladą i obsypany truskawkami , a obok tego stał koktajl bananowy . Było to moje ulubione danie , więc wiedziałam , że gdzieś w domu musi być Zayn . Zbliżyłam się do talerza , kiedy nagle poczułam ciepły oddech na mojej szyi .
- Cześć śliczna - usłyszałam zaspany jeszcze głos mojego chłopaka .
Odwróciłam się do niego przodem . Jego ręce powędrowały na moje biodra , tym samym mnie przytulając .
- Cześć śliczny - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy .
Chłopak się do mnie przytulił , poczułam jak jego ramiona mnie obejmują , co pozwoliło mi na zatracenia się w jego zapachu . Był ciągle ten sam , niezmienny ale bardzo pociągający . Spojrzał się na mnie jednocześnie przygryzając swoją dolną wargę .
- Kocham cię - powiedział i złożył pocałunek na moich ustach .
Po chwili nasze pocałunku stawały się coraz bardziej zachłanniejsze . Zayn lekko popchnął mnie co spowodowało , że położyłam się na stół . Chłopak dalej mnie całował , nie protestowałam bo bardzo mi się to podobało . Cudowną chwilę przerwało nam chrząknięcie .
- Zayn ! Takie rzeczy nie w kuchni ! Ile razy mam ci powtarzać ? - skarcił go Liam . - A tak poza tym , cześć Vanessa . - uśmiech pojawił się na jego twarzy .
- Cześć Li . - odpowiedziałam i poczułam , że na moją twarz wkradają się rumieńce .
Zayn wziął talerz z przygotowanym śniadaniem i ruszył pewnym krokiem w stronę sypialni . Szłam za nim krok w krok . Kiedy dotarł już  do sypialni , stanął pod drzwiami i wpuścił mnie pierwszą do środka , talerz ostawił starannie na szafeczkę , a mnie samą przyciągnął do siebie . Jego ręka powędrowała na mój policzek , lekko go gładząc .
 - Jesteś taka delikatna - był we mnie zapatrzony .
Tym razem to ja złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach . Jego ręce spoczęły na moich udach , tym samym podnosząc mnie do góry . Zrobiłam kolejny krok  i oplotłam jego biodra swoimi nogami . Po chwili poczułam , że chłopak usiadł na łóżku . Spojrzał na mnie i się uśmiechnął , w jego oczach dostrzegłam iskierki radości .
- Masz ochotę na śniadanie skarbie ? - zapytał .
Przytaknęłam twierdząco , na co on odpowiedział uśmiechem . Przyniósł naleśniki do łóżka i razem zaczęliśmy je jeść .
- Umiesz jeździć na desce ? - zapytał nagle .
- Nigdy jeszcze nie próbowałam .
Wstał nagle z łóżka i podszedł do szafy . Wyglądał niesamowicie , jego opalone ciało doskonale komponowało się z granatowymi dresami .Rozwichrzone , czarne włosy dodawały temu wszystkiemu uroku . Po paru chwilach wyciągnął z niej deskę .
- Już wiem co będziemy dzisiaj robić ! - powiedział triumfalnie , kiedy znalazł to czego szukał .
Spojrzałam na niego lekko przerażona . Po części wiedziałam co ma na myśli .
- Chcesz spróbować ? - zapytał z desperackim uśmieszkiem .
- Możemy iść ale ostrzegam , że nigdy tego nie robiłam .
- Damy radę , leć się ubierz , albo w sumie ... - zaczął się zbliżać do łóżka , poczułam jak jego ciepłe usta składają pocałunek na moich . Czułam jak się uśmiecha .
- To może ja pójdę się ubrać - odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać .
Ruszyłam w stronę łazienki w celu przebrania się , włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam lekki makijaż .
- Możemy iść ? - zapytał , kiedy wyszłam z łazienki .
- Tak jasne .
Kiedy wyszliśmy z domu , pewnym krokiem ruszyliśmy w stronę skate parku . Pogoda robiła się coraz cieplejsza . Pomimo tego , że był luty śniegu nie można było prawie dostrzec . Poczułam , że palce mojego chłopaka łącza się z moimi . Jego dłonie były duże w porównaniu z moimi , co dawało mi gwarancję bezpieczeństwa. W drugiej ręce niósł swoją kolorową deskorolkę , która była już dość zjeżdżona . Nie znałam go od tej strony , zawsze wydawało mi się , że jest on typem leniucha , który lubi siedzieć w domu , ewentualnie czasami iść na imprezę . Ale deska i Zayn ? Nigdy bym nie pomyślała .
- Nie jest ci zimno ?
- Nie , spokojnie wszystko jest ok . - posłałam mu uśmiech .
Przytulił mnie dla pewności , w jego oczach nadal mogłam dostrzec tą iskierkę radości , która jednocześnie walczyła o miejsce z tą wyrażającą smutek . Byłam pare razy u niego na Twitterze , ilość hejtów jaką tam zobaczyłam była przerażająca . Ludzie hejtowali go dosłownie za wszystko. Nie rozumiem jak można być takim bezdusznym . Większość hejtów dotyczyło jego religii , czego nie mogłam zrozumieć . On po prostu ma swojego Boga i w niego wierzy . Kiedy dotarliśmy na miejsce , uśmiech nie schodził z jego twarzy . Byłam zadowolona , że chociaż na chwilę może zapomnieć o tym wszystkim co dzieje się dookoła .
- Pokażesz mi w końcu co potrafisz ? - zapytałam zaciekawiona .
Spojrzał na mnie z zadziornym uśmieszkiem , deskę postawił na ziemi i ruszył przed siebie . Wyznaczone tory pokonywał bez trudności , widać że był w tym dobry . Podjechał w moją stronę i zatrzymał się .
- I jak chcesz teraz spróbować ?
- No dobrze , tylko nie wiem czy mi wyjdzie . - niepewnie ustałam na deskę , odepchnęłam się nogą od ziemi i ruszyłam przed siebie .
Gorzej było jak dojechałam do przeszkód . Dookoła mnie było pełno ludzi , ba można by powiedzieć , że wręcz zawodowców . Bałam się odepchnąć od ziemi , żeby pojechać dalej . Było tam dość wysoko . Zobaczyłam , ze Zayn zbliża się w moja stronę .
- Spróbuj , może dasz radę . - posłał mi uśmiech .
Odepchnęłam się , deska się zachwiała , a ja już leciałam w dół . Na szczęście w ostatniej chwili złapał mnie Zayn .
- Moja malutka fajtłapa - powiedział śmiejąc się i pocałował mnie w czoło .
- Nie śmiej się ze mnie ! - powiedziałam z uśmiechem na twarzy , po czym się w niego wtuliłam . - Możemy już iść do domu ?
- Jasne - lekko odstawił mnie na ziemię i złapał za rękę .
Wtuliłam się w niego , kiedy poczułam lekkie dreszcze na swoim ciele spowodowane tym , że wieczory były jeszcze zimne . Powrót do domu minął w ciszy . Zayn ciągle mi się przyglądał jednocześnie przygryzając dolną wargę . Uśmiechnęłam sie pod nosem , kiedy to dostrzegłam . Nasz spacer powrotny się zakończy i dotarliśmy do domu , gdzie zastaliśmy Lilly i Harrego siedzących w salonie . Co robili ?  Oczywiście , że grali na xbox'ie . Harry zaraził Lils tymi wszystkimi grami , ale sama przyznam , że to na prawdę potrafi zaciekawić . Usiedliśmy z Zaynem obok nich na kanapie , za chwile na dół zeszli sie jeszcze Issy i Niall . Lubię atmosferę naszych wieczornych spotkań , zawsze się śmiejemy , wygłupiamy się i cieszymy się życiem . Wszystko jest na luzie , wszystko jest idealnie . Mogłoby się to nigdy nie kończyć . Chłopcy razem połączeni tworzyli mieszankę wybuchową , to co wyprawiali było zdumiewające . Tańczyli , śpiewali , skakali po całym domu . Zayn z Niallem dawali kolejny pokaz swojej głupawki , kiedy nagle przerwała go Lilly :
- Ej ! Cicho Vivka dzwoni , włączę na głośnomówiący . - prawie krzyknęła .
- Dawaj nam tutaj , nasza mamuśkę . Niech przywozi tutaj Rose ! - mówił z uśmiechem Niall  .
- Lils pomóż ... - w tle można było usłyszeć jakieś krzyki i szmery .
- Viv , co sie dzieję ?  Gdzie ty w ogóle jesteś ? - Lilly była na prawdę przerażona .
- Proszę cie pomóż ... - połączenie się zakończyło .
Każdy z nas był zdezorientowany i przerażony .
- Jaki dzisiaj jest dzień ? - Lilly zaczęła chodzić zdenerwowana od okna do drzwi i tak w kółko .
- Piątek , dzisiaj jest piątek - odpowiedziała Issy .
- Cholera jasna ! Przecież prosiłam ją , żeby tam nie szła ...
Widziałam , jak zaczęła nerwowo wybierać numer telefonu . Po chwili się dodzwoniła .
- Louis , gdzie jest Viv ? - jej głos był niewyraźny , była na granicy płaczu .
- Nie wiem , szukam jej ale obawiam się , że ona tam poszła . - usłyszałam , telefon wypadł Lilly z rąk a po policzkach zaczęły płynąć łzy .

____________________
Zostawiam was w wieeeelkiej niepewności :D 
Wytrzymacie jakoś do następnych rozdziałów :D 
Tym czasem , bardzo zachęcam do czytanie rozdziałów , które pojawią się już w najbliższym czasie . Pojawi się zamieszanie , ale nie będę wam dużo zdradzać :) 

Buuuuziaki dla was . ~Ronnie xx 




czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 51.

                                          *Oczami Isabelli*


Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez wzorzyste zasłony. Delikatnie uniosłam powieki, ale po sekundzie odruchowo je zamknęłam gdyż oślepiło mnie światło. Po chwili przetarłam dłonią oczy, po czym skierowałam wzrok na słodko śpiącego Niall'a, który coś pomrukiwał przez sen. Cicho zachichotałam, po czym zwinnym ruchem, opuściłam łóżko. Powolnym krokiem udałam się w stronę łazienki. W międzyczasie potknęłam się o jedną z części garderoby mojego chłopaka, od upadku powstrzymała mnie klamka od drzwi którą w ostatniej chwili chwyciłam. Przeklęłam w myślach i z grymasem na twarzy weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, narzuciłam na siebie koszulę Niall'era i udałam się w kierunku kuchni. Chyba nikogo nie było w domu. Przecież Viv i Lou wraz z maleństwem wyprowadzili się, z tego co wiem Lilly nie wróciła na noc, a Vanessa ... no właśnie może ona jest. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk ekspresu. Wzięłam do ręki filiżankę, po czym upiłam mały łyk. Odstawiłam kawę i zabrałam się za przygotowywanie śniadania dla mojego głodomora. Już po chwili zabrałam się za robienie naleśników, akurat na to naszła mnie ochota. Po piętnastu minutach wyczarowałam pełen talerz pyszności. Ponownie chwyciłam za filiżankę i oglądając widok za oknem popijałam co chwilę kawę. Byłam tak wpatrzona w to co się dzieje za szybą, że nie spostrzegłam jak Niall wpadł do kuchni. Jego dłonie powędrowały na moją talię, a usta zaczęły okładać pocałunkami moją szyję. Obróciłam się do niego i musnęłam jego ciepły policzek.
- Dzień dobry Iss, czemu mnie nie obudziłaś?- powiedział z lekką chrypką.
- Heeej. Bo tak słodko spałeś, że aż mi szkoda było... - westchnęłam, po czym na moją twarz wkradł się uśmiech, krzyżując na piersiach ręce dodałam - ... Cię budzić-
-Co tak ładnie pachnie?- dodał z uśmiechem, a ja wskazałam palcem na talerz pełen naleśników. Nim się obejrzałam, Horan już pałaszował posiłek. Z uśmiechem od ucha do ucha wpatrywałam się w zajętego chłopaka. Po tym jak skończył ładnie podziękował, wstając od stołu dodał - Kochanie mieć przy sobie taką kobietę jak ty to tylko się cieszyć- na moją twarz wkradły się rumieńce. - Dziękuję- już chciał mnie pocałować ale przerwałam mu, kładąc palec na jego ustach.
- Niall! Na przyszłość kładź swoje rzeczy w jednym miejscu, bo wybiłabym zęby przez twoje spodnie - zaakcentowałam osobno każdy wyraz.
- Przepraszam kochanie- powiedział ze skruchą w głosie. Po czym złapał mnie w talii, odkładając mnie na blacie, namiętnie wpił się w moje usta. Po skończonym pocałunku, złapałam go za obie dłonie, po czym splotłam nasze palce. Mój wzrok utkwił w niebieskich tęczówkach blondyna, mogłabym patrzeć w nie godzinami, za każdym razem jego głębokie spojrzenie przyprawia mnie o ciarki.
- Kocham Cię Issy - niewinnie się uśmiechnął.
- Niall też Cię kocham - ponowił uśmiech, tym razem był to jeden z jego najbardziej zniewalających uśmiechów.
Zeskoczyłam z blatu, po czym pociągnęłam go za rękę wprost do salonu. Oboje usiedliśmy na sofie, chwilę potem położyłam się, a moja głowa znalazła miejsce na kolanach chłopaka. Nie protestował, tylko zaczął owijać moje włosy wokół palców. Ja w tym czasie wzięłam do ręki pilot i rozpoczęłam szukanie czegoś ciekawego do oglądania.
- Pójdziemy na spacer?- zapytałam.
- No dobrze, przyda nam się trochę świeżego powietrza-
- Zaraz wracam- posłałam mu uśmiech i w podskokach udałam się do pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg, od razu skierowałam się w kierunku szafy. Otworzyłam ją, przez chwilę główkowałam co założyć, aż w końcu z dna szafy wygrzebałam spódniczkę, której nigdy nie miałam na sobie. Dobrałam do niej resztę ubrań. Szybko się przebrałam, zrobiłam makijaż  i opuściłam pokój. Po chwili znalazłam się na dole.
- Niall jak wyglądam?- chłopak wstał z sofy, a ja obróciłam się wokół własnej osi.
- Isabello wyglądasz...- ... -Wyglądasz...-
- Jak ?-
- Wow! Wyglądasz zjawisko,  wprost odebrało mi mowę -
- Horan, nie słodź tylko chodź!- pociągnęłam go za koszulkę.
W korytarzu założyliśmy kurtki i opuściliśmy dom. Splotłam nasze palce i udaliśmy się przed siebie.

                                          *Oczami Niall'a*
 

Bez pośpiechu przemierzaliśmy kolejne uliczki Londynu. W międzyczasie dużo rozmawialiśmy, co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Po drodze wstąpiliśmy do Starbucks'a. Zajęliśmy miejsce w głębi lokalu przy oknie. Issy poszła złożyć zamówienie, dla siebie Vanilla Latte, a dla mnie Cappuccino. Po chwili wróciła z naszymi gorącymi napojami. Popijając, co chwila śmialiśmy się z byle czego. W pewnym momencie ze śmiechu ,aż nam łzy poleciały. Sprawnie starłem je kciukiem z policzków Isabelli. Na co ona postąpiła tak samo, przy czym odwdzięczyła się cudnym uśmiechem. Po wypiciu, dziewczyna poszła z powrotem zamówić to samo. To co zobaczyłem wprawiło mnie w wielkie zdziwienie pełne zazdrości.


                                          *Oczami Isabelli*


Szybkim krokiem ruszyłam w stronę kasy. Stanęłam w kolejce, po czym skierowałam wzrok przed siebie. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. - Isabella ?!- usłyszałam za sobą. Obróciłam się do tyłu.
- Isabella?! To ty?! -
- Matt?! - wydusiłam zdziwiona.
- Issy! To ty!- wpadliśmy sobie w ramionach. Wtuliłam się w niego, od razu przeszło mnie dziwne uczucie. Poczułam się tak, jak ... DAWNIEJ.
- Co ty tutaj robisz? Miałeś być w USA. - zapytałam, nadal będąc w szoku.
- Tak, to prawda byłem, ale wróciłem. Ze względów osobistych - ewidentnie posmutniał. Nie zapytałam o co chodzi, nie chciałam go smucić.
- Sama jesteś? - usłyszałam z ust bruneta.
- Nie, z chłopakiem, a z resztą chodź - chwyciłam, po czym pociągnęłam go za nadgarstek w kierunku stolika.
- Nie chce wam przeszkadzać - nie zwróciłam uwagi, na słowa Matt'a.
- To jest właśnie mój chłopak - przytuliłam blondyna.
- Cześć, Matt - podali sobie ręce.
- Cześć, Niall - wyczułam, coś dziwnego w głosie Horan'a. Po chwili usiadłam na jego kolanach, a on oplótł mnie ręką. Wskazałam gestem dłoni na miejsce przed nami, aby brunet usiadł.
- Skądś Cię znam - westchnął Matt, po czym ilustrował wzrokiem mojego faceta.
- Niall Horan ! - krzyknął z uśmiechem.
- Tak to ja - wymamrotał Niall.
- Isabello upolowałaś światowej sławy Niall'a Horan'a - powiedział, po czym zaśmiał się.
- Tak i jestem z siebie dumna - odpowiedziałam tryumfalnie. Następnie cmoknęłam w skroń mojego skarba. Przez cały czas naszego spotkania z Matt'em, Niall był mocno we mnie wtulony i nie spuszczał ze mnie wzroku. Szczerze, nigdy się tak nie zachowywał, ale nie mówię, że nie czułam się dobrze.

                                          *Oczami Niall'a*

Kątem oka obserwowałem tego całego Matt'a czy jak mu tam, jednocześnie nie spuszczałem wzroku z mojej Issy, z tego co wywnioskowałem świetnie bawiła się w towarzystwie wyżej wymienionego.
Przyglądałem się z bliska całej tej sytuacji, miał to być jeden z najlepszych dni w moim życiu, spędzony z Iss.
Niestety zawsze ktoś musi coś zepsuć, w tym wypadku tamten. W sumie to może to normalne, ale Isabella jest dla mnie najważniejsza i nie pozwolę, aby on czy ktoś inny ją zranił. A wracając do tematu Matt'a to od początku ten chłopak nie przypadł mi do gustu. W trzech słowach nie trawię go. Cały czas w głowie siedziały mi tego jego durne teksty ,,...upolowałaś...Niall'a'' itp. Ale najgorsze było to, że cały czas nurtowało mnie pytanie - Kim on w ogóle jest dla mojej Iss ? - Jak się później okazało jest/był jej najlepszym przyjacielem, a i najważniejszy fakt jest jej byłym chłopakiem, a moim zdaniem nadal chciałby z nią być, w końcu ze stratą takiej dziewczyny jak Issy, żaden facet by się nie pogodził. Z zamyśleń wyrwał mnie jego głos.
- Kochani, ja już muszę was opuścić - powiedział, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Kochanie, ja idę odprowadzić, Matt'a do wyjścia.- usłyszałem głos Iss.
- Dobrze - wypowiedziałem obojętnie. Tak więc poszli, ale ja nadal nie spuszczałem z nich wzroku. Przy wyjściu pocałował w policzek, MOJĄ Issy. Bardzo mnie to zdnerwowało, poczułem jak moja twarz czerwieni się ze złości. Po chwili ujrzałem brunetkę, także od razu ochłonąłem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w Starsbucks, po czym odezwała się - Niall'er czemu masz takie rumieńce, może będziesz chory -
- Nie kochanie, nie będę -
- Niall chodźmy już, jestem zmęczona - ziewnęła. Nie dziwię się jej, w końcu to już 21:00, w międzyczasie zadzwoniłem po taksówkę.
- Dla ciebie wszystko -
Założyliśmy kurtki, po czym opuściliśmy Starbucks'a. Już po chwili podjechał nasz transport, zajęliśmy miejsca z tyłu i ruszyliśmy w stronę domu dziewczyn. Po piętnastu minutach byliśmy na miejscu, zapłaciłem za kurs, następnie wysiedliśmy z Iss z samochodu. Odprowadziłem ją pod same drzwi, po czym wpiłem się w jej usta.
- Do zobaczenia, kochanie - pomachałem jej, już z oddali.
- Dobranoc- odmachała mi, po czym weszła do domu.

__________________________________________________________________
Witam Was Wszystkich. Ada XXX.
Od dziś będę publikować moje rozdziały, na razie na okres próbny. Jak na tą chwilę Rozdział 51. 
♥ Czy Isabella zmieni się po spotkaniu z Matt'em?
♥ Czy Matt namiesza w życiu Niall'a i Iss ?
♥ Co będzie dalej z ich życiem?
 Wszystkiego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. ^^
P.S Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie z radością. ♥
Dziękuję przede wszystkim Ronnie i Ells za szansę jaką mi dały.
Pozdrawiam ..!

Rozdział 50.

*Oczami Harrego*

Jechałem ostrożnie , tak ostrożnie jak nigdy .  Kiedy dojechałem już z malutką do domu , wyjąłem ją razem z nosidełkiem i ruszyłem w stronę domu .Od progu przywitała nas Lilly , od razu przejmując Rose w swoje ręce . Nosidełko zaniosła do naszej sypialni i postawiła na łóżku . 
- Zobacz jak ona słodko śpi . - usłyszałem głos mojej dziewczyny . 
Spojrzałem w stronę nosidełka , malutka słodko uśmiechała się przez sen . Podszedłem do Lilly i przytuliłem ją . Moje ręce powędrowały na jej talię , a głowa zanurzyła się w zagłębieniu szyi i ramienia . Zaciągnąłem się jej zapachem i złożyłem pocałunek w tym miejscu . Poczułem przyjemne wibracje , które powstały pod wpływem jej uśmiechu . Składałem kolejne pocałunki na jej szyi ,
które ją coraz to bardziej rozpraszały , wiedziałem , że był to jej czuły punkt . Momentalnie odwróciła się do mnie przodem i złożyła pocałunek na moich ustach , potem kolejny i jeszcze kolejny . Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanniejsze . Uniosła nogi do góry tym samym obejmując nimi moje biodra . Oparłem się o ścianę , nasze pocałunki sprawiły , że coraz bardziej jej pragnąłem . Była celem mojego pożądania , który za wszelką cenę chciałem zdobyć . Poczułem jak Lilly zwolniła tępo i przestała mnie całować . Ja nie dawałem za wygraną . 
- Harry , nie możemy teraz .- mówiła w przerwach od pocałunków . 
Spojrzałem na nią pytająco . 
- Przecież mamy Rose pod opieką . Innym razem ok ? - powiedziała i pocałowała mnie w policzek w tym samym czasie rozplątując swoje nogi z moich bioder , po czym podeszła do Rose , która się własnie przebudziła . 
- Ok , ale trzymam cie za słowo kochanie . - skradłem jej jeszcze buziaka , na co odpowiedziała mi słodkim uśmiechem .
Lilly zajęła się Rose , wykąpała malutką i przebrała w piżamki . Zdjąłem koszulkę i zostałem w samych dresach .W między czasie usiadłem na łóżku , nogi skrzyżowałem w kostkach a na kolanach umieściłem mojego laptopa . Zajmowałem się szukaniem naszego nowego mieszkania , miało być na prawdę wyjątkowe . Kiedy spostrzegłem , że Lilly położyła się obok mnie na łóżku , od razu wyłączyłem przeglądaną stronę i włączyłem nasze wspólne zdjęcia . Wszystko zaczęło się prawie rok temu , nasze pierwsze spotkanie , pierwszy pocałunek . Pamiętam jak nie mogłem przestać o
niej myśleć , pamiętam te nieprzespane noce , podczas których rozmyślałem co by było gdyby ... Usłyszałem ciche westchnienie mojej dziewczyny i poczułem jej wzrok na mnie .
- To już prawie rok kochanie - obiektem jej spojrzenia ciągle byłem ja , błękit jej tęczówek był niesamowity - Przed nami jeszcze wiele takich chwil .
- Wytrzymasz ze mną ? - zapytała jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej , zrobiłem to samo .
Chwyciłem jej brodę sprawiając , że patrzyła prosto w moje oczy .
- Nie wytrzymam bez Ciebie skarbie - nasze usta złączyły się w pocałunku .
Położyłem się , a ona zrobiła to samo. Wtuliła się we mnie i oboje zasnęliśmy .

*Oczami Lilly*

Obudziłam się leżąc na torsie Harrego . Był idealnie wyrzeźbiony , od jego opalonego ciała emitowała fala ciepła , loki niesfornie układały się na poduszce . Moja głowa nadal leżała na jego ciele , czułam bicie jego serca . Podparłam głowę i zaczęłam się mu przyglądać . Nagle poczułam jego ręce na swoich plecach . 
- Cześć piękna - powiedział i uśmiech wkradł się na jego twarz , ukazując tym samym urocze dołeczki. 
Odpowiedziałam mu uśmiechem . Leżeliśmy tak w bezruchu , kiedy nagle do naszej sypialni wpadli Viv i Lou. 
- Wstawać zakochańce ! - krzyknął Lou 
- Gdzie moja córeczka ? - zapytała Viv . 
Znacząco pokazałam w stronę przenośnego łóżeczka , które Hazza przywiózł . Od razu podleciała i wzięła malutką na ręce . Razem z Harrym wstaliśmy z łóżka .Wszyscy ruszyliśmy do kuchni na poranną kawę . 
- A kiedy parapetówka ? - zapytał nagle Harry . 
- Jak zrobi się cieplej to na pewno zrobimy , nie martw się . - powiedziała śmiejąc się Viv . 
- To co Harry , o której dzisiaj podjedziecie do nas ? - zapytał Lou . 
- Dam ci jeszcze znać stary . - odpowiedział mu mój chłopak . 
Obie z Viv spojrzałyśmy na nich pytająco . 
- Chcemy jechać poćwiczyć trochę do siłowni . Ciebie zabiorę do Viv , porozmawiacie sobie i takie tam różne kobiece sprawy  , no chyba , że chcesz zostać w domu . - Harry złapał mnie za rękę . 
- Nie no jasne , pasuje mi . - spojrzałam z uśmiechem na Viv . 
Odpowiedziała mi tym samym , ale jej uśmiech nie był taki jak zawsze . Dzisiaj z wyrazu jej twarzy można było wyczytać , że jest czymś zmartwiona . Umówiliśmy się dokładniej na wieczór po czym Lou i Viv ruszyli w stronę wyjścia niosąc małą w nosidełku  . Odprowadziłam ich do drzwi , zauważyłam , że Louis też nie był taki radosny jak zawsze . Złapałam Viv za rękę 
- Później mi wszystko opowiesz . - spojrzałam na nią znacząco . 
Cicho przytaknęła , doskonale wiedziała o co mi chodzi . Po skończonej kawie ruszyłam do naszej sypialni . Harry został w salonie i jak mniemam zaczął grać w Fifę . Usiadłam na parapecie , to było miejsce w którym mogłam odpocząć od wszystkich zmartwień , kłopotów . Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam ją czytać . Pierwsza strona , potem następna i następna , dotarłam aż do połowy książki .
Kiedyś jak mieszkałam jeszcze w Polsce , lubiłam czytać romantyczne książki i wcielać się w rolę głównej bohaterki , która nieustannie była obiektem westchnień wielu mężczyzn , potem znalazła sobie swojego jedynego i spędzała z nim cudowne chwile . Ostatnio doszłam do wniosku , że po części moje marzenia się spełniły . Cudowny chłopak , który jest obiektem westchnień milionów dziewczyn . Był mój i tylko mój . Ta świadomość , trwa w mojej głowie już prawie od roku . Nadal nie może do mnie dotrzeć to , że spotkałam chłopców , bez nich moje życie było puste . To własnie oni razem z dziewczynami potrafili podnieść mnie na duchu . Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam dzieci bawiące sie na placu zabaw nieopodal domu . Momentalnie przypomniało mi się moje dzieciństwo , kiedy to jeździłam do chrzestnej do Kanady . Potrafiłam tam bawić się cały dzień z
moim przyjacielem . Justin dotrzymywał mi towarzystwa w każde wakacje , oboje zawsze odliczaliśmy dni do naszego spotkania . Kiedy zginęli moi rodzice przestałam odwiedzać Kanadę . Tęskniłam za chrzestną i szczególnie za Justinem . Chwil spędzonych z nim nigdy nie zapomnę , dzieciństwo miałam wspaniałe , na prawdę . Z przemyśleń wyrwał mnie głos Harrego .
- I co skarbie jedziesz ze mną ?
- Tak , jasne . - odpowiedział mi uśmiechem po czy wyjął z szafy torbę i zaczął pakować swoje rzeczy .
Poszłam do łazienki się przebrać i poprawić swój makijaż . Kiedy wyszłam z łazienki Harry też był już gotowy . Wsiedliśmy do samochodu , przez całą drogę nie odzywaliśmy się . Siedziałam na miejscu pasażera i bacznie przyglądałam się Harremu . Zauważył to , bo uśmiechnął się pod nosem , a jego ręka powędrowała na moje kolano . Nie spostrzegłam kiedy dojechaliśmy pod dom Viv i Lou . Louis czekał już na dworze ze swoją torbą . Wyszliśmy razem z Harrym z samochodu , otworzył bagażnik i wrzucił tam torbę Lou .
- Niedługo przyjadę , na razie skarbie - powiedział i ucałował mnie w czoło .
Uśmiechnęłam się , chłopcy odjechali a ja weszłam do domu . Vivka krzątała się po kuchni z butelką dla małej . Nawet nie dostrzegła kiedy weszłam .
- Cześć Viv - powiedziałam .
- Ooh już jesteś . - przerwała swoje przemyślenia . - Zrób nam jakieś drinki , ja zaraz wracam tylko uśpię małą .
Ruszyła do pokoiku Rose , a ja zajęłam się przygotowaniem drinków . Powoli już zapamiętywałam gdzie i co stało u nich w domu , więc już prawie bez problemu znalazłam potrzebne mi rzeczy . Zrobione drinki przeniosłam na stół w salonie , a sama usiadłam na sofie , za chwilę dołączyła do mnie Viv . Wzięła do ręki szklankę i upiła z niej duży łyk alkoholu .
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi ? - zapytałam .
Wyjęła z kieszeni dość pogiętą kartkę .
- Przeczytaj . - podała mi ją prosto do ręki .
' Jeśli chcesz wiedzieć kto zabił Twoich rodziców spotkajmy się na Tower Bridge w Piątek o 20:30. Masz być sama ! ~ X ' 
- Chyba nie zamierzasz iść ?
- Oczywiście , że pójdę . Musze wiedzieć kto to . - powiedziała stanowczo .
- Chyba sobie żartujesz - tym razem ja upiłam spory łyk alkoholu .
- Nie , mówię całkiem serio . Idę i koniec .
- Viv ! Czy ty do końca oszalałaś ?! Nie wiesz kto to jest , ten ktoś może zrobić ci krzywdę !
- Nie krzycz , bo obudzisz małą . Zdecydowałam już .
- Vivianna nie chcę cie stracić , proszę nie rób głupstw .
- Lilly będę uważać , muszę się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi .
- Uważam , że podejmujesz złą decyzję .
Upiłam kolejny łyk drinka , cała ta sytuacja przyprawiła mnie o najgorsze myśli . Co jeśli się jej coś stanie ? Nie mogłam sobie tego nawet wyobrazić . Dla rozluźnienia Viv włączyła film . Nie mogłam się skupić , ciągle myśląc o tym samym . Kiedy film się skończył , usłyszeliśmy podjeżdżający samochód , a po chwili ujrzałyśmy chłopców . Chciałam już wracać do domu , tego wszystkiego było za dużo jak na jeden dzień .
- Viv przemyśl to jeszcze .- powiedziałam kiedy wychodziliśmy .
Skinęła głową na tak , po czym wyszliśmy z domu do samochodu .  Powrót do domu także minął w ciszy , Harry wyczuł , że coś mnie gryzie .
- Nie będę wnikał w to co się stało kiedy byłaś u Viv , to są wasze sprawy . Ale nie smuć się słońce , proszę . - powiedział kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie na łóżku .
Uśmiechnęłam się , a chłopak podniósł się na łokciu .
- No i od razu lepiej . - na jego twarzy także pojawił się uśmiech . Założył niesforny kosmyk moich włosów za ucho i pocałował . - Dobranoc skarbie .
- Dobranoc Harry .
Zgasił lampkę , która stała na jego szafeczce i położył się na swoja poduszkę . Poczułam jak przysunął się do mnie a jego ręce znalazły się na moich biodrach , momentalnie zasnęłam .

_______________________________
Nie mogę uwierzyć , że to już 50 rozdział ! 
W życiu bym nie pomyślała , że będzie ich aż tyle ! ;) 
Dziękujemy za wszystkie wejścia na blog , komentarze . To , że nadal piszemy opowiadanie jest waszą zasługą , bez waszych komentarzy i wsparcia nigdy nie osiągnęłybyśmy takiej pięknej liczby rozdziałów !
No dobra , ale nie będę się rozpisywać , dłuższa notkę zrobię jak przyjdzie świętować nam 100 rozdział ! :D 

To się trochę pomieszało w życiu naszych bohaterów , co ? :D 
Pojawiła się nowa postać , przyjaciel Lils z dzieciństwa - Justin . 
Posłużyłam się tutaj postacią Justin'a Bieber'a . 
W opowiadaniu Justin nie jest sławny , po prostu jest przyjacielem Lilly z Kanady . 


  • JAK WYPADNIE SPOTKANIE VIV ? CZY UDA JEJ SIĘ ZNALEŹĆ ODPOWIEDŹ NA DRĘCZĄCE JĄ OD WIELU LAT PYTANIE ? 
  • CO BĘDZIE Z JUSTINEM ? 
To wszystko już w najbliższych rozdziałach ! 
P.S Witaj Ada xxx Mam nadzieję , że zostaniesz z nami na dłużej ;) 

Buziaaaaki xx - Ronnie . 


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 49.

*Oczami Vivianny*

Od samego rana Rose nie dała nam się wyspać. Ręką zaczęłam macać drugą stronę łóżka w poszukiwaniu Louisa, ale wymacałam tylko karteczkę:
' Jestem na próbie, wrócę koło 15. Kocham was ! xx ~ L '

Wstałam leniwie z łóżka okrywając się szlafrokiem i poszłam do pokoju małej. Wzięłam ją na ręce siadając na fotelu. Podwinęłam bluzkę od piżamy i przystawiłam małą do piersi. Dzisiaj mija kolejny rok od śmierci moich rodziców. To przerażające, jak łatwo i szybko zaczynam czuć się samotna. Niby mam obok siebie przyjaciół, Lou i Rose, ale w dni takie jak ten, czuję się po prostu pominięta, zapomniana. Chciałabym by

moja mama mogła wziąć Rosallie na ręce i cieszyć razem z nami. Chciałabym by mój tata opowiedział jej jak to było w dawnych czasach. Postanowiłam pójść na ich grób. Po nakarmieniu Rose poszłam pod prysznic. Chłodne krople spadały po moim ciele i przyprawiały o gęsią skórkę. Wyszłam w samym ręczniku i wybrałam jakieś ciuchy z szafy przebierając się w nie, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Spojrzałam na zegarek była już 14, więc napisałam smsa do Lou:
' Idę z małą na spacer, wrócimy wieczorem. xoxo ~ Viv. '

Ubrałam jeszcze małą, spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do wózka i wyszłam. Na całe szczęście cmentarz był niedaleko, więc po chwili byłam już przy bramie. Spokój tego miejsca relaksował mnie i wyciszył. Skręciłam w znaną mi uliczkę i już byłam przy nagrobku. Usiadłam na ławce i zaczęłam ' rozmawiać ' z rodzicami, jak to miałam w zwyczaju. Opowiedziałam im o chłopakach i Rose, o programie, płycie. Pewnie nie byliby zadowoleni z faktu, że mam już dziecko. Gdy Rosallie się obudziła stwierdziłam, że pójdę jeszcze przejść się do mojego dawnego domu. Szybszym krokiem doszłam pod dom już tylko dziewczyn. Zadzwoniłam dzwonkiem, od razu ujrzałam roześmianą Van. 

- Nasza mamuśka przyszła ! - wszystkie zbiegły się koło mnie i zabrały Rose. Gdy weszłam w głąb mieszkania zobaczyłam resztę ekipy. Domyśliłam się, że Louis jest już w domu. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam pomiędzy Niallem, a Hazzą.- Jak żyje się w osobnym mieszkaniu ? - spytał Zayn.

- Bardzo dobrze, ale zamiast Lilly poranną pobudkę robi mi Rose.

- Taka cena rodzicielstwa.

- Kiedy możecie powrócić do rozpowszechniania swojej kariery ? - wtrącił się Liam.

- Lekarz powiedział, że za tydzień mogę wrócić już do pracy czyli od poniedziałku możemy znowu wkroczyć.

- Znowu wracamy na szczyt ! - zaczęły krzyczeć dziewczyny. Nagle ich krzyki zagłuszył dzwonek mojego telefonu, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie... Ethana ?! Z lekkim zdziwieniem wyszłam na ganek i odebrałam.- Co chcesz ? 
- Gratuluję malutkiej Rose, jest przesłodka.

- Emm dzięki.

- Bardzo podobna do mnie.

- Słucham ?! Pogrzało Cię coś ! To NIE JEST Twoje dziecko ! - krzyknęłam.

- Mów co chcesz i tak wiem swoje - stwierdził i rozłączył się. Po chwili znowu ktoś zaczął dzwonić, wkurzona odebrałam nie patrząc kto dzwoni.

- Co jeszcze ?!

- Kochanie to ja - gdy tylko usłyszałam głos Louisa uspokoiłam się.

- Oo Louieh przepraszam, stało się coś ?

- No stało. Nie odbierasz, nie odpisujesz, a ja tutaj myślę czy was nie porwali lub coś.

- Jestem u dziewczyn, możesz po mnie i Rose przyjechać ?

- Niedługo będę - nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wróciłam do środka. Stwierdziłam, że pójdę poszukać Rose. Znalazłam ją dopiero w pokoju Iss. Horan razem z nią zabawiali małą.

- No nie mogę ! Najpierw uprowadzili mi dziecko, a teraz jeszcze biorą na swoją stronę - powiedziałam z udawanym oburzeniem by po chwili wybuchnąć gromkim śmiechem.- To nawet chrzestny nie może pobawić się ze swoją ulubienicą ?

- No może może - usiadłam obok blondyna i przyglądałam małej. 

  - Mamy coś z Issy dla Rosallie-stwierdził i wyciągnął torbę.- Nie trzeba było, na prawdę.

- Nie gadaj tylko bierz i zobacz - zrobiłam to co kazali. Moim oczom ukazało się nasze zdjęcie gdy zostałam przywieziona na sale. Byli na nim wszyscy nasi bliscy. Wyjęłam kolejną rzecz, był to mięciutki kocyk w kolorze różowego lukru.- Jejku dziękuję ! - przytuliłam parę i wzięłam małą na ręce gdy do pokoju wszedł Louis. Po jego minie można było wywnioskować, że jest zdenerwowany. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy do samochodu. Gdy wsiedliśmy do samochodu spojrzałam na Louisa. Nie mogłam dostrzec w jego oczach tych iskierek radości, a tęczówki przybrały kolor ciemnej szarości.

- Powiedz mi jak ty sobie to wyobrażasz ? Spacer nie trwa parę godzin ! Pomyślałaś, że jest Styczeń i jest jeszcze zimno ?!

- Ale nie wrzeszcz na mnie !

- Jak mam nie wrzeszczeć ?! Nie odbierasz telefonów, a ja chodzę zdenerwowany po domu i nie wiem co się z wami dzieje ! - nie odpowiedziałam. wbiłam wzrok za szybę i nie odzywałam się. Gdy weszliśmy do mieszkania ruszyłam z Rose do pokoju. Rozebrałam ją, umyłam i położyłam do łóżeczka. Zeszłam do salonu i usiadłam obok szatyna. Był pochłonięty fifą i nie zobaczył nawet, że siedzę koło niego. W końcu głośno chrząknęłam i Lou spojrzał na mnie. Łzy wzbierały się pod moimi oczami by po chwili spłynąć z moim makijażem. 

- Nienawidzę gdy się kłócimy - powiedziałam dławiąc się łzami. Chłopak nic nie powiedział tylko mnie przytulił - Boję się, że w końcu odejdziesz. Wiem, że jestem trudna, że mój charakter nie należy do najłatwiejszych, że denerwuję ludzi a moje nawyki są irytujące. Czasami sama najchętniej rzuciłabym to w cholerę i tak zwyczajnie skończyła ze sobą, ale...
- Nic nie mów. I przestań płakać - chłopak zaczepił niesforny kosmyk moich włosów za ucho - Kocham Cię. 

- Ja Ciebie również - położyłam głowę na jego kolanach. Wsłuchiwaliśmy się w ciszę i wiatr za oknem. Gdy poczułam, że jestem senna, poszłam przebrać się w piżamę. W między czasie Lou poszedł zobaczyć co u Rose. Na wpół przytomna poczułam jeszcze jak materac łóżka ugina się pod ciężarem Lou, uśmiechnęłam się jeszcze lekko i zasnęłam.


*Następnego dnia*



Obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy i naleśników. Nałożyłam szlafrok na siebie i zeszłam na dół. Louis stał w kuchni odwrócony do mnie tyłem. Podeszłam po cichu do niego i uszczypnęłam w pośladki.
- Boże Viv wystraszyłaś mnie.

- To aż taka straszna jestem ? - powiedziałam przez śmiech i zabrałam mu kubek z czarną cieczą upijając łyk - By the way, od kiedy masz majtki z podpisem Harrego ?

- Kiedyś mi się tam podpisał.

- Ojj chyba będę musiała pogadać z Hazzą - zachichotałam pod nosem i nałożyłam sobie górę naleśników.

- Zazdrosna ?

- Ja ? No coś ty ! 

- Mhmm, a mi czołg jedzie pod okiem.

- No jedzie, jedzie - po skończonym śniadaniu poszłam na poranną toaletę. Umyłam się, ubrałam, a włosy spięłam w wysokiego koka. Nie miałam ochoty dzisiaj nigdzie wychodzić. Ten dzień chciałam spędzić tylko z Lou, jak rok temu. Tylko on i ja. Wzięłam telefon z szafki nocnej i wykręciłam numer do Lills.

- Cześć mamuśka co tam ? - usłyszałam jej zaspany głos.

- Mam do Ciebie i Harrego malutką prośbę. 

- Dajesz.

- Moglibyście zająć się Rose na jedną noc ? Po prostu dzisiaj z Lou chcemy mieć dzień tylko dla siebie.

- No jasne ! Niedługo Harry przyjedzie po małą.

- Dzięki jesteście kochani. - rozłączyłam się i wyszłam z pokoju z zamiarem pójścia na dół, ale zatrzymał mnie śpiew Louisa z łazienki. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, zaczęłam turlać się po podłodze. W końcu gdy się uspokoiłam zapukałam do łazienki.

- Proszę - weszłam do pomieszczenia i przytuliłam od tyłu chłopaka kładąc głowę na jego ramieniu.

- Louieh, masz piękny głos, ale następnym razem tak nie fałszuj - powiedziałam znowu wybuchając śmiechem - Za chwilę Harry będzie po Rose, a my mamy caaały dzień dla siebie.

- Mrr kocie - uśmiechnęłam się szeroko w stronę lustra i przyglądałam naszemu odbiciu - Pasujemy do siebie.

- Już prawie rok razem. Jak ty możesz ze mną wytrzymać ?

- Daje radę - cmoknęłam chłopaka w policzek i wyszłam z łazienki gdy zadzwonił dzwonek. Przed drzwiami stał Harry.

- Dawać dziecko ! - krzyknął przez śmiech. Zawtórowałam mu i wpuściłam do środka.

- Tutaj masz wszystko spakowane i teraz Ciebie proszę masz spokojnie jechać, bo znam Cię - pogroziłam mu palcem.

- Dobrze mamuśka nie martw się, damy sobie radę - wywróciłam oczami i odprowadziłam Harrego z małą do drzwi - Tylko kolejnych dzieci nie naróbcie !

- Hahaha bardzo zabawne - wystawiłam mu język i zamknęłam drzwi.

- Ubieraj się, idziemy gdzieś - zakomunikował Lou i zacząl zakładać buty.

- Ale nie chce mi się nigdzie wychodzić - zaczęłam marudzić. Chłopak spojrzał na mnie wymownym wzorkiem i podał mi kurtkę. Z niechęcią założyłam ją na siebie, włożyłam jeszcze buty i byłam gotowa. Wsiedliśmy do samochodu i pojechalismy do centrum.

- Mam ochotę zrobić sobie kolejny tatuaż - powiedział z uśmiechem. Wiedziałam, że Lou lubi tatuaże, ale nie aż tyle. Zatrzymaliśmy się pod studiem tatuażu. Koło fotela siedziała dziewczyna z niebieskimi włosami i masą tatuażów na swoim ciele. Wyglądała jak chodzący komiks. Louis nie chciał mi powiedzieć jaki sobie robi. Podobno to niespodzianka. Po godzinie wyszedł z plastrem na klatce piersiowej - Jutro go zobaczysz.

- A czemu nie mogę dzisiaj ? - powiedziałam z udawaną smutną miną.

- Bo to niespodzianka, mówiłem Ci już - postanowiliśmy wejść jeszcze do Starbucks, zamówić kawę na wynos. Wypożyczyliśmy jeszcze jakiś film i wróciliśmy do domu. Po filmie oznajmiłam, że wyjdziemy na spacer. Na dworze było ciepło jak na początek Lutego. Szliśmy ośnieżonymi uliczkami St James's Park wtuleni w siebie nawzajem.- Jak myślisz długo wytrwamy ? - spytałam ni stąd ni zowąd. 

- Co masz na myśli ? Że my razem ? Oczywiście, że tak ! Mamy Rose, mamy siebie nawzajem. Czemu sądzisz, że to może nie przetrwać ?

- Nie wiem tak jakoś - westchnęłam i jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka Wrócimy już ? Zmarzłam.

- Oczywiście - gdy podeszliśmy pod dom zauważyłam kartkę wystającą pomiędzy drzwiami, a framugą - Co to jest ?

- Nie wiem - powiesiłam kurtkę na wieszaku i usiadłam na sofie. Ręce zaczęły mi się trząść, czułam, że to coś złego. Coś czego nigdy sobie nie wybaczę. Poczułam silne ramiona Louisa oplatające się wokół mojej talii.
- Przeczytaj, jestem obok - szepnął mi do ucha. Delikatnie otworzyłam papier i zaczęłam czytać:
' Jeśli chcesz wiedzieć kto zabił Twoich rodziców spotkajmy się na Tower Bridge w Piątek o 20:30. Masz być sama ! ~ X ' 

Poczułam silny cios w serce, jak by ktoś wbijał w mnie mnóstwo gwoździ, a no robią się jak z waty. Osunęłam się po Louisie na podłogę i wybuchłam niepohamowanym płaczem. 

- Dlaczego...


----------------
ZOSTAWIAM WAS W WIEEEEELKIEJ NIEPEWNOŚCI ! ;D

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale chciałam zrobić ten rozdział bardzo ciekawy, a zwłaszcza na koniec ;D
Dziękujemy za taką ilość wyświetleń. Kochamy was całymi swoimi serduszkami ♥
A teraz baaardzo ważna informacja ;)
Do pisania naszego opowiadania doszła nowa dziewczyna - Ada. ;)
To jej pierwszy blog z opowiadaniem, więc przyjęłyśmy ją na okres próbny - 4 rozdziały ;)
Mamy nadzieję, że będzie Ci się z nami dobrze pisać.
Życzę Ci mnóstwa pomysłów i weny ! ♥ ~ Ells ^^


środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 48 .

*Oczami Lilly*

W końcu mamy na świecie maleństwo . Malutka Rose , jest już z nami . Obstawiam , że temperament odziedziczyła po mamusi , zrobiła nam całkiem niezłą akcję . Wczorajszy dzień był pełen emocji . Przyjście na świat Rosalie , potem ta akcja z Viv . Bardzo się o nią martwiła
m , nie mogłam jej stracić . Nie mógł jej stracić Louis i malutka . Miała dla kogo żyć ... Na szczęście lekarze opanowali wszystko w odpowiednim momencie . Jest jeszcze jedna wiadomość , która ciągle nie daje mi spokoju . Niall i ja będziemy rodzicami chrzestnymi malutkiej ! Poza tym Viv i Lou mają nowy dom , którego jeszcze nie widziałam . Postanowiłam do niej zadzwonić . 
- Cześć mamuśka ! Jak tam pierwsza noc z małą ? - zapytałam kiedy tylko odebrała . 
- Daliśmy razem radę , mała jest spokojna . A wy jak tam się trzymacie ? 
- Jakoś tak nam tu pusto bez was , nikt nie może znaleźć sobie miejsca . -powiedziałam smutna . 
- Hahah Lils , dacie rade . - powiedziała śmiejąc się . 
- No musimy jakoś dać radę , bo nie zapowiada się na to , żebyście wrócili tu do nas . Teraz macie swój dom . 
- Własnie , miałam ci powiedzieć . Nawet sobie nie wyobrażasz jak Louis z chłopcami go ślicznie urządzili ! - mówiła zachwycona . 
W międzyczasie czułam jak Harry obejmuje mnie w talii i składa pocałunek na mojej szyi . 
- A gdzie ty jesteś , że tak go chwalisz ? Poza tym musimy niedługo do was wpaść , obejrzeć dom no i oczywiście muszę odwiedzić moją córeczkę . -powiedziałam śmiejąc się . 
- Hahah , swoja córeczkę to ty będziesz miała niedługo prawdziwą . - zaczęła się śmiać . 
- No właśnie , Viv dobrze mówi . On wie co dobre . - wtrącił się Hazza . 
- Harry ! - zaczęłam się śmiać . 
- No co ? Zapytaj się lepiej kiedy możemy ich odwiedzić . 
- No właśnie , Vivka kiedy możemy wpaść ? - zapytałam a Harry nie dawał mi spokoju . Ciągle całował mnie po szyi i bawił się moimi włosami . 
- Emmm , zdzwonimy się jeszcze bo teraz jesteśmy w Doncaster . 
- Czemu nie mówiłaś od razu ? Nie zajmowałabym ci tyle czasu . 
- Spokojnie Lils , mam czas . Lou jest na dole , a ja jestem z małą w sypialni .
- No dobra , to jak będziecie już w domu to dajcie znać . Kończę kochana , bo Harry nie daje mi spokoju . - powiedziałam i uśmiechnięta spojrzałam na niego . Był zadowolony ,że osiągnął swój cel .
- Hahaha , okeej damy znać . Leć już tam do niego , bo słyszę , że nie może się doczekać . - rozłączyła się .
Usiadłam na kanapie przed TV z kubkiem gorącej czekolady . Był to mój 'rozweselacz' w nudniejsze dni , nie licząc oczywiście Harrego.
- Lilly musimy porozmawiać . - powiedział , a po chwili siedział już obok mnie na kanapie .
Wtuliłam się w jego ramiona i dalej oglądałam TV , w międzyczasie upijając łyczek gorącej czekolady .
- Pamiętasz jak rozmawialiśmy o wspólnym mieszkaniu ?
- Tak , jasne że pamiętam . - tym razem mój wzrok przeniósł się na jego osobę .
- I co o tym myślisz ? - dalej drążył ten temat .
- Uważam , że ten pomysł jest całkiem dobry . Tylko się zastanów , wytrzymasz na dłuższą metę bez chłopców , tylko my sami w domu ?
- Lily , dobra rozumiem nie chcesz ok .
- Harry to nie tak , bardzo chce tylko , że jeszcze nie teraz rozumiesz ? - próbowałam mu to jakoś wytłumaczyć .
- Właśnie nie rozumiem . Jesteśmy razem już prawie rok , więc co stoi na przeszkodzie ? - był na prawdę zdenerwowany .
- Harry , ta rozmowa nie ma sensu na prawdę . - wzięłam kurtkę i wyszłam z domu .
Wyszłam na chodnik i szłam przed siebie . Kocham go , na prawdę . Chciałabym z nim zamieszkać , ale boje się odpowiedzialności . Celem mojego przyjazdu do Londynu , było właśnie się jej nauczenie . Próbowałam , ale bezskutecznie . Może to już najwyższy czas się odważyć i zrobić duży krok w całkowicie dorosłe życie ?

*Oczami Harrego*

Mogłem tak nie naciskać na Lilly . Nie chce jej stracić , nie chce żeby nasz związek rozpadł się przez takie błahe kłótnie . W głowie miałem tylko jej słowa : 
' Harry to nie tak , bardzo chce tylko , że jeszcze nie teraz ... ' 
Jesteśmy razem już jakiś czas , kochamy się i nasz związek jest ,  to znaczy był idealny . Nigdy nie było między nami żadnych kłótni , aż do teraz . Nie będę drążył więcej tego tematu . Mam nadzieję , że sama da mi znak na to , że jest gotowa na wspólne mieszkanie . Najważniejsze było to , żeby wróciła do domu na noc ... 


*Oczami Lilly* 

Nie potrzebnie się uniosłam , nie potrzebnie od razu wyszłam z domu . Zawsze w takich sytuacjach kierują mną emocje , a potem żałuję tego co zrobiłam . Po dłuższym spacerze wróciłam do domu , gdzie czekał na mnie Harry . 
- W końcu wróciłaś - powiedział zmartwiony i do mnie podszedł , kiedy weszłam do naszej sypialni . 
Spojrzałam mu prosto w oczy , były pełne żalu i smutku . Złożyłam pocałunek na jego ustach . 
- Przepraszam , nie powinnam tak reagować . 
- Nie to ja przepraszam , nie potrzebnie nalegałem .
Usiadłam na łóżku , a on obok mnie .
- Chodzi o to , że ja boję się odpowiedzialności . Wiem , że jestem już dorosła , ale to była moja trauma od dzieciństwa , nigdy sobie nie dawałam rady . Przemyślałam teraz to wszystko i zgadzam się.
- Dobrze rozumiem będę czek... ZGADZASZ SIĘ ? Na prawdę ?
- Tak Harry na prawdę zgadzam się . - powiedziałam
- Dziękuje . - złożył pocałunek na moich ustach i się uśmiechnął .
Mój telefon zawibrował .
Za godzinę będziemy w domu . Wypożyczcie jakiś dobry film i wpadajcie . Viv xxx 
- Jedziemy do Lou i Viv ? Niedługo powinni być w domu  - zapytałam .
- Tak , jasne .
- Harry ?
- Tak ? - powiedział oglądając TV .
- Zajedziemy jeszcze po film i jakiś upominek dla malutkiej ok ?
- Okej , jedźmy . - powiedział i wtulił się we mnie .
- A to za co ? - zapytałam ze śmiechem .
- Za nic . Jesteś i to wystarczy .
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę sklepu z zabawkami dla dzieci . Spędziliśmy tam dłuższy czas , wybraliśmy sporo zabaweczek dla małej . Po drodze zajechaliśmy jeszcze do wypożyczalni filmowej , tradycyjnie wypożyczyliśmy komedie . W końcu dotarliśmy do domu Viv i Lou . Kiedy weszliśmy , zaniemówiłam . Dom był na prawdę prześlicznie urządzony , wszystko do siebie pasowało . To wszystko razem tworzyło idealną całość . Każdy najmniejszy dodatek był doskonale dobrany .
- Czeeeść wszystkim - powiedziałam kiedy weszliśmy do domu .
- Cześć , w końcu jesteście . - przywitała nas Viv .
- Wypożyczyliśmy tradycyjnie komedie , a tutaj mamy upominek dla malutkiej . - pokazałam na torby , które trzymał Hazza .
- Lilly , nie trzeba było .
- Cicho mamuśka , ja będę rozpieszczać swoją chrześnicę . Hahah - powiedziałam śmiejąc się .
- No dobrze , wiem że z tobą nie wygram .
Poszliśmy do pokoiku Rose . Kiedy weszliśmy malutka leżała spokojnie w swoim łóżeczku . Na sam jej widok na mojej twarzy pojawił się uśmiech . Uwielbiam dzieci i to jest niepodważalny fakt z mojego życia .
Vivka mi sie przyglądała i była zadowolona z mojej reakcji .
- Mogę ? - spojrzałam na nią pytająco .
- Jasne .
Wzięłam Rosalie na ręce . Było to niesamowite uczucie , ona była taka malutka i słodka . W tym momencie zastanawiałam się jak to jest być mamą takiego cudownego maleństwa . Coś mnie tknęło . Byłam wpatrzona w nią jak w obrazek .
- Ona jest taka śliczna i spokojna . Też chciałabym takiego maluszka .
- Lils , nie zawsze tak jest . Dzisiaj w samochodzie strasznie płakała . Poza tym ma też kolkę , ciągle płacze . Teraz jakoś się uspokoiła na szczęście .
- Vivka nie przesadzaj , dasz radę . Widzisz maleńka mamusia juz nam tutaj marudzi . - spojrzałam na Rose .
Swoimi dużymi oczkami obserwowała mój każdy ruch .
- Może i tak jestem zmęczona troszkę .- tłumaczyła się Viv .
- Przyzwyczaisz się . Początki zawsze są trudne , pomogę ci . Pamiętaj , że zawsze możesz do mnie dzwonić , postaram się przyjechać .
- Wiem Lils , wiem . Dziękuję ci za to . - wymieniłyśmy znaczące spojrzenia .
Poczułam jak Harry ustał za moim fotelem i przykucnął przy mnie . Tak samo jak ja przyglądał się Rose .
- To może ja was zostawię . - powiedziała Viv i wyszła z pokoiku małej .
Odłożyłam Rose do łóżeczka i położyłam obok niej misia , którego jej kupiliśmy . Przewróciła się na boczek i wtuliła w misia . Ręce Harrego powędrowały na moją talię , tym samym chłopak przytulił się do mnie . Razem przyglądaliśmy się malutkiej .
- To prawda co mówiłaś dla Viv ? - mówił szeptem , ponieważ mała zasnęła .
- Tak , całkowita prawda . - spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam . Odpowiedział mi tym samym .
Cichutko wyszliśmy z pokoju Rose i udaliśmy się do salonu , gdzie przebywali w tej chwili Lou i Viv .
- To co komedia ? - zapytał Hazza .
- Jasne , jak tradycja to tradycja . No nie ? - twierdził Lou .
To człowiek , którego prawie nigdy nie opuszczało poczucie humoru , cieszył się każdym dniem , godziną , minutą , ba nawet sekundą . Zawsze doceniałam i podziwiałam takich ludzi , zawsze chciałam taka być . Niestety niektóre wydarzenia z mojego życia nie pozwoliły na taki styl życia . Na szczęście , wszystko idzie ku dobremu i mam nadzieje , że już niedługo i ja będę mogła cieszyć się życiem . W salonie można było dostrzec przekąski , które stały na stole  . Usiedliśmy na sofie , a Louis włączył film . Jak zwykle nasz wybór był udany , każdy się śmiał  .
- Harry , może się już zbieramy ? - zapytałam śpiącym głosem .
- Czemu ? Zostańcie u nas , po co macie wracać po nocy . - nalegał Lou .
- Nie stary , lecimy już . Innym razem . Teraz nacieszcie się sobą . Muszę jeszcze coś w domu zrobić .
- Ja już chyba wiem co , a raczej kogo musisz zrobić . - powiedziała Viv , dziwnie poruszając brwiami .
- Niee , to nie dzisiaj . Innym razem - powiedział śmiejąc się Hazza .
- No dobrze , może jakoś tu wytrzymamy bez was ... - powiedział żartobliwie Lou .
Odpowiedzieliśmy mu śmiechem i wyszliśmy z ich domu . Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu chłopców . Kiedy weszliśmy do domu od razu udałam się do łazienki , żeby wziąć prysznic . Byłam tak zmęczona tym wszystkim , że strumienie wody które muskały moje ciało do końca mnie zrelaksowały . Po relaksującym prysznicu weszłam do naszej sypialni , zastałam tam Harrego który siedział z laptopem na łóżku . Położyłam się na łóżku obok niego .
- Kochanie , chodź już spać . Późno jest. - powiedziałam kładąc rękę na jego idealnie wyrzeźbionym torsie .
- Jeszcze chwilka . - nie odrywał wzroku od ekranu .
- Czego tam tak szukasz ? Nie możesz jutro ? - powiedziałam  już ledwo co żywa . Byłam strasznie śpiąca .
- Skarbie spełniam nasze marzenia - odpowiedział .
Spojrzałam na niego pytająco .
- Nie ważne , będzie niespodzianka . Idź spać kochanie . - pocałował mnie w czoło i zgasił światło , zostawiając włączoną tylko nocną lampkę . Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam .

_________________________
Witam wszystkich xx 
Wiem , że pewnie znudziło wam się już czytanie naszych podziękowań pod każdym postem , ale na prawdę za każdym razem jesteśmy zdumione ilością wyświetleń naszego bloga . Z dnia na dzień robi się ona coraz większa co jest na prawdę niesamowite . Bardzo cieszymy się , że nasza praca jest doceniana . Komentarze , które dodajecie bardzo nas motywują . Dziękujemy xxx 


  • CZY HARRY I LILLY ZAŁOŻĄ RODZINĘ I WSPÓLNIE ZAMIESZKAJĄ ?
  • POJAWI SIĘ WIĘCEJ KŁÓTNI MIĘDZY NIMI ? 
  • CO BĘDZIE Z KARIERĄ DZIEWCZYN ? 


Odpowiedzi na pytania znajdą się w przyszłych rozdziałach ! 

Buziaaaki - Ronnie xx 

P.S Nie ma już z nami Revenge , odejście było jej decyzją . 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 47.

*Oczami Vivanny*

Po paru minutach byłyśmy w szpitalu. W sali czekał już lekarz, który miał odbierać poród. Została tylko Lilly i po chwili wpadł do niej zdyszany Louis. Na zlecenie doktora Lills i Lou trzymali mnie za nogi gdy ja miałam przeć. Po 30 minutach poczułam wielką ulgę, ale nie słyszałam płaczu dziecka. Łzy zaczęły gromadzić się w moich oczach.
- To już ? - spytałam. Nikt mi nie odpowiedział, obydwoje byli skierowani wzrokiem w stronę pielęgniarek, które coś robiły przy dziecku - Do cholery jasnej co się dzieje ?!
- Chyba... nie żyje - powiedział łamiącym głosem Louis.
- Jak... Jak to nie żyje ? To nie jest prawda !
- Viv jeszcze nic nie wiadomo - uspokajała mnie Lilly. Nie chciałam w to uwierzyć, nie mogłam. Nagle usłyszeliśmy ten piękny dźwięk jakim był płacz małej. Położna szybko zawinęła w kocyk dziecko i mi podała.
- Jest prześliczna - stwierdziła blondynka. W końcu reszta naszych przyjaciół mogła wejść na salę. Liam i Niall zaczęli się wydurniać.
- Tommo tatą ! Tommo tatą !
- Louis postarałeś się - powiedział z uśmiechem Harry - Lilly, a kiedy my się postaramy ?
- Tobie tylko jedno w głowie, ciesz się chwilą ! - wszyscy wybuchnęli śmiechem - W końcu jak będzie mieć na imię ?
- Rosallie Alex - odpowiedziałam z uśmiechem - A i chcielibyśmy z Lou prosić Lilly i Nialla na rodziców chrzestnych.
- No ba ! - odpowiedzieli. Każdy słodził małej i składał mi i Louisowi gratulacje.
- Viv mogę ? - spytał nieśmiało Louis. Podałam delikatnie Rose w ręce chłopaka. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, można było także ujrzeć parę łez spływających po jego policzkach.
- Podobna do Ciebie - stwierdził Zayn. Szatyn dumnie się wypiął i uśmiechnął szeroko.
- Oficjalnie witamy na świecie Rosallie Alex Tomlinson ! - Lilly upamiętniała każdą chwilę. Sama nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Wydanie płyty, przyjście na świat Rose, to wszystko było jednym wielkim snem. Nagle poczułam jak robi mi się słabo . Usłyszałam jak aparatura , do której byłam podłączona zaczęła piszczeć . Pamiętam tylko tyle , że obraz który widziałam zaczął się powoli rozmywać , aż w końcu znikł ...

*Oczami Louisa*

Wszyscy byliśmy wpatrzeni w malutką Rose . Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy pisk , aparatury . Każda po kolei wariowała . Lekarze wyprosili naszych przyjaciół z sali , na szczęście ja mogłem zostać . Spojrzałem w stronę łóżka Viv , leżała nie przytomna . Następnie mój wzrok powędrował , na maszynę która wyznaczała tętno serca i ciśnienie . Liczby powoli się pomniejszały . Czułem , jak moje oczy zachodzą łzami , a nogi robią się jak z waty . Maszyna przestała pracować i można było usłyszeć jej ciągły pisk . Wszyscy lekarze zbiegli się wokoło jej łóżka i zaczęli ją reanimować . Stałem bezradnie w miejscu , wszystkiemu się przyglądając . Nie mogli dopuścić do śmierci Vivianny . 
- Siostro , reanimujemy ! 3 , 2 , 1 TERAZ ! - krzyczał lekarz . 
Nic nie poskutkowało . Ponowili próbę . 
- Jeszcze raz . 3 , 2 ,1 TERAZ ! - linia , która wskazywała bicie serca ani drgnęła . 
- Nic już nie zdziałamy . - słowa lekarza , które ciągle brzmiały w moich uszach . 
W tym momencie mój świat się załamał . Łzy bez kontroli spływały po moich policzkach . Nie wiedziałem co się teraz stanie , kiedy nagle ... 
- Mamy ją ! Żyje ! - krzyknęła pielęgniarka . 
Poczułem wielką ulgę . Jeszcze nigdy nie bałem się tak jak teraz . Lekarze podłączyli Viv , do jeszcze większej ilości aparatury , ale to tylko dla jej dobra . 
- Jej stan jest stabilny , może pan być spokojny - powiedział lekarz , po czym wszyscy wyszli z sali . 
- Nawet nie wiesz , co ja tu przed chwilą przeżyłem . - powiedziałem , kiedy podszedłem do łóżka . 
- Przepraszam Louis - powiedziała i złapała moją dłoń . 
Usiadłem na fotelu , który stał przy łóżku i zamykając oczy wtuliłem się w jej dłonie . 
- Louis , obiecaj mi coś . - jej głos , sprowadził mnie na ziemię .
- Słucham skarbie .
- Obiecaj , że już zawsze bez względu na wszystko będziemy razem . - powiedziała , a po jej policzkach popłynęły łzy . 
- Obiecuję kochanie  - wytarłem jej łzy i złożyłem pocałunek na jej ustach . - Obiecuję . 
Pogłaskałem ją po głowie , w końcu zasnęła . Stwierdziłem , ze już dzisiaj na nic się im tutaj nie przydam . W między czasie wysłałem wiadomość do Liama :
Mieliśmy lekkie problemy , ale wszystko już pod kontrolą . Przekaż dziewczynom , żeby się już nie denerwowały . Lou .
Ucałowałem malutką w nosek i wróciłem do domu .

Następnego dnia.

Na reszcie mogłem zabrać swoje księżniczki do domu. Przez całe 5 miesięcy gdy dziewczyny nagrywały płytę, razem z chłopakami wyremontowaliśmy dom od rodziców Vivianny. Dziewczyny także o tym wiedziały. Nie były zadowolone gdy dowiedziały się, że ich przyjaciółka nie będzie już z nimi mieszkać, ale przystały na ta propozycję. Zaparkowałem samochód zaraz pod wejściem szpitala i poszedłem do sali gdzie przebywała dziewczyna.
- O jesteś. Ubrałbyś Rose, a ja poszłabym w tym czasie się ubrać - pocałowałem czarnowłosą w usta.
- Już się robi.
- Tylko nie narób zbędnych szkód i błagam Cię ! Delikatnie.
- Spokojnie, poradzę sobie. W końcu mam 5 sióstr. - dziewczyna wyszła z sali, a ja zostałem z Rose. Szybko ją ubrałem i zacząłem opowiadać jej o przyjaciołach. W końcu do sali weszła Viv i mogliśmy wychodzić. Szybko wpakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy do domu.
- Emm Louis, mój dom jest w inną stronę.
- Wiem, ale teraz jedziemy do NASZEGO domu - wyolbrzymiłem słowo naszego, na co Vivianna zaczęła się śmiać.
- Czyżby to była ta niespodzianka ?
- Inaczej być nie może - włączyłem radio, akurat leciało One Way Or Another. Chciałem podgłośnić, ale moja kochana dziewczyna mi przeszkodziła.
- Obudzisz ją.
- Przepraszam - gdy dojechaliśmy na miejsce kazałem Viv zamknąć oczy - Dobra już możesz otworzyć.
- Co się tutaj stało ? Przecież tu nie było tego.
- A widzisz kiedy ty rozwijałaś swoją karierę ja razem z chłopakami z zespołu wyremontowaliśmy go i można mieszkać.
- Jesteś nie możliwy - dziewczyna podeszła do mnie i czule pocałowała - Kocham Cię.
- Ja Ciebie również i naszą małą marcheweczkę - zacząłem oprowadzać dziewczyny po domu.

*Oczami Vivianny*

Louis zrobił mi wielką niespodziankę. Zawsze wiedziałam, że jest pracowity, ale nie aż. Wchodząc dalej w głąb domu nie mogłam się nadziwić. Salon był w kolorach kawy przy oknie stał fortepian. Zaraz obok była kanapa. Kuchnia była otwarta na salon, można było z niej wyjść na ogród. W końcu przyszedł czas na naszą sypialnię. Nie była duża, taka jaka powinna być. Na koniec został pokój Rosallie, gdy tylko weszłam odebrało mi mowę. Ściany były w różowym kolorze, a meble białe. Łóżeczko stało koło okna, a po obu stronach szafa i komoda. Znając życie i Louisa już była masa ubranek.
- Jesteś stuknięty - zarzuciłam ręce na szyję szatyna i musnęłam usta chłopaka.
- Takiego mnie kochasz bejbe - zaśmiałam się i poszłam po nosidełko z dzieckiem. Delikatnie położyłam Rose w łóżeczku i przyglądałam się jej - Mam pomysł.
- Jaki znowu ? - z zamyśleń wyrwał mnie Lou.
- Pojedźmy do Doncaster.
- Kiedy ?
- Teraz, zaraz, dzisiaj. Zróbmy im niespodziankę.
- Nie wiem, zmęczona jestem.
- Prześpisz się w samochodzie. No proooszę - szatyn zrobił minę zbitego psa.
- Dobrze. Idę wziąć prysznic  a ty przebierz Rosallie - Louis pomyślał, by przywieźć wszystkie moje rzeczy już tutaj. Wzięłam ubrania i poszłam pod prysznic. Ubrałam się schludnie by zrobić jak najlepsze wrażenie na mamie Louisa. Gdy weszłam do pokoju małej Louis siedział na środku z Rosallie i butelką z mlekiem. Ten widok jednocześnie mnie rozbawił, ale nie mogłam od niego oderwać wzroku. Widać, że Louis umie zaopiekować się niemowlakiem, większe obawy miałam do siebie. Nigdy nie opiekowałam się małymi dziećmi i bałam się, że coś popsuję albo co najgorsze z mojego powodu coś stanie się Rose. Lou zauważył, że coś mnie trapi. Wstał, odłożył małą do kojca i bez słowa mnie przytulił.
- Co się dzieje ?
- Boję się. Cholernie boję się tego, że coś popsuję. Ty masz siostry, którymi musiałeś się opiekować, a ja ? Zawsze byłam sama.
- Ale teraz nie jesteś. Spakowałem już ubrania Rose, teraz kolej na nas - pokiwałam głową na znak zgody i poszliśmy do pokoju. Po godzinie mogliśmy już wyjeżdżać. Co chwilę patrzyłam na tylne siedzenia samochodu czy małej nic nie jest - Vivianna uspokój się. Nic się nie dzieje.
- No wiem - opadłam bezwładnie na fotel i wbiłam wzrok gdzieś w niebo. Nawet nie zauważyłam kiedy wjeżdżaliśmy do Doncaster. Podjechaliśmy pod skromny dom. Myślałam, że to będzie wielka willa z basenem i tancerzami pogo.
- Poczekaj tutaj, zaraz przyjdę po was - szatyn wysiadł z samochodu i pobiegł do drzwi. Otworzyła mu mała dziewczynka. Od razu rzuciła się na Louisa i wycałowała po wsze czasy. Lou nie przychodził przez dłuższy czas, aż w końcu zobaczyłam otwierające się drzwi z których wychodzi - Weź Rose, a ja wezmę torby.
- Kto to był ta dziewczynka co Ci otwierała ?
- To moja siostra Lottie - powiedział z uśmiechem. Weszliśmy do środka, było czuć zapach gotowanego obiadu - Chodźcie wszyscy, muszę kogoś wam przedstawić - wszyscy zebrali się w salonie.
- Umm... Dzień Dobry - powiedziałam nieśmiało. Wzrok domowników, najpierw spoczął na mnie, a później na śpiącą Rose.
- Kto to jest ? - spytała jedna z sióstr Lou.
- To jest Rosallie, od wczoraj jest z nami na świecie.
- Czyli, że... jest Twoje i... - zaczęła mama Lou - Czy ja mogłabym wziąć ją na ręce ? - uśmiechnęłam się i podałam jej małą.
- A ty kim jesteś ?
- Ja jestem Vivianna - uśmiechnęłam się do wszystkich. Dziewczynki zaczęły skakać z radości i przytuliły mnie.
- Ja jestem Lottie, a to jest Fizzy, Phoebe, Daisy i Georgia.
- Miło mi was poznać - uśmiechnęłam się do każdej. W końcu przyszedł czas na mamę Lou. Oddała Louisowi małą i także mnie przytuliła.
- Witaj w naszej rodzinie, jestem Jay.
- Cieszę się, że mogę panią poznać.
- Mówmy sobie po imieniu.
- Z przyjemnością.
- Na ile przyjechaliście ? - spytała kobieta. Tak samo jak ona byłam ciekawa.
- Na weekend, dziewczyny mają teraz promocję płyty i nie przyjechaliśmy na długo - w duchu odetchnęłam z ulgą. Weszliśmy do salonu i usiedliśmy wszyscy na kanapie. Fizzy i Lottie ciągle wypytywały mnie o dziewczyny i zespół. W końcu głos zabrała Jay.
- A Twoi rodzice gdzie pracują ? - zamurowało mnie. Spojrzałam błagalnym spojrzeniem na Louisa, by jakoś ominąć ten temat, ale na nic.
- Moi rodzice, tak rodzice no oni... ten... - zaczęłam się jąkać, w końcu wzięłam głęboki oddech i wydusiłam z siebie - Moi rodzice nie żyją od 11 lat.
- Ojejku przykro mi, a mogę wiedzieć co się stało ?
- Ktoś ich zamordował, ja spałam wtedy u przyjaciółki. Nie mogłam nic zrobić - spuściłam głowę i uroniłam jedną łzę.
- Współczuję.
- Nic się nie stało. Może los zgotował mi takie życie - reszta popołudnia minęła w bardzo wesołym nastroju. Louis wszystkich rozbawiał i nie było chwili bez pokładów śmiechu - Idziemy na spacer ?
- Jasne ! Chcecie iść z nami ?
- Niee, zostaniemy. Bawcie się dobrze - Louis poszedł do samochodu po wózek, a ja ubrałam Rose stosownie do pogody.
- Gotowe, możemy iść - włożyłam małą do wózka i wolnym krokiem poszliśmy do parku.
- Masz bardzo miłą rodzinę - stwierdziłam.
- Haha dzięki - nagle Louis stanął i patrzył się w jeden punkt - Hannah ?
- Ojejku Louieh ! Jak ja Cię dawno nie widziałam !
- No 3 lata będą - stałam jak ten słup i patrzyłam na tą słodką scenę. ' Aww so sweet ! Mogę już rzygać tęczą ? ' pomyślałam - Hannah to jest moja dziewczyna Vivianna - chlopak podszedł do mnie i dał całusa w kącik moich ust. Ha ! Mina jej zrzedła, 1:0 dla Vivki !
- Miło mi poznać - powiedziała blondynka i wyciągnęła dłoń w moją stronę.
- Taa mnie również - posałam jej sztuczny uśmiech i uścisnęłam rękę.
- A to kto ? Kolejna siostrzyczka Lou ?
- Nie, to akurat jest moje własne. Rosallie. - dziewczyna zaczęła słodzić jaka to Rose jest piękna itp. Na serio za chwilę rzygnę.
- Aww pamiętasz jak jeszcze byliśmy razem...
- Czekaj wy, byliście razem ? - przerwałam.
- No tak. Louis Ci nie wspominał ?
- Akurat chyba zapomniał - spojrzałam na mojego chłopaka.
- To może my już pójdziemy - szatyn złapał mnie za biodra i lekko popchnął do przodu.
- Miło było Cię znowu spotkać ! - gdy tylko Hannah odeszła odwróciłam się do Louisa z wzrokiem zabójcy.
- Wytłumaczysz mi to ?
- No co, byliśmy razem gdy byłem jeszcze w X-Factorze, ale nic mnie z nią już nie łączy przysięgam. Kocham tylko Ciebie i Rose - założył niesforny kosmyk moich włosów za ucho i czule pocałował. Nasze pocałunki przerodziły się w namiętny taniec, który tylko my znaliśmy. Piękną chwilę przerwał nam płacz Rose, więc wróciliśmy do domu. Z pomocą Jay umyliśmy Rosallie i położyłam ją w łóżeczku specjalnie przygotowanym dla niej. Sama poszłam przebrać się w piżamę, a zaraz po mnie Lou. Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas. Rose spała nadzwyczaj spokojnie, ale nic nie wiadomo z małym dzieckiem. W końcu zmorzył nas sen i wtuleni w siebie zasnęliśmy.

____________________________
Dziękujemy wszystkim za wejścia na bloga ! xx
Jesteście wspaniali , na prawdę . 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ . 

Czy Viv i Lou poradzą sobie z dzieckiem? 
A może Hannah namiesza w życiu młodych rodziców ? 

ODPOWIEDZI NA PYTANIA POJAWIĄ SIĘ W NAJBLIŻSZYCH ROZDZIAŁACH . - Ells xx